Przegląd kultowych gier wideo (1972 – 1986)
Poniższy przegląd gier wideo jest wybiórczy. Omówiono tu tylko co ważniejsze tytuły. Czy czegoś zabrakło? Pewnie. Śmiało możesz wpisać w komentarzu, a być może gra zostanie dodana do poniższej listy. Dodam jeszcze, że nie jestem fanem starych, 8-bitowych komputerów, także w poniższym spisie są tytuły głównie arcade’owe i konsolowe, chociaż i nie zabrakło co ważniejszych, komputerowych klasyków.
W 2025 roku, po dziesięciu latach poprawiam artykuł. Chcę dodać tu duże screeny, by wpis przypominał albumy typu coffee table book. Duże screeny, duże piksele, dużo nostalgii®.
1972: Magnavox Odyssey
To co widzimy powyżej, to pierwsza konsola stacjonarna, podłączana pod telewizor. Proste tytuły o prostych nazwach: gra w tenisa nazywała się po prostu Tennis, baseball – BaseBall, itd. Dziś wydaję się to dziwne, ale konsola była tak słaba, że elementy graficzne naklejaliśmy na telewizor. Każda gra posiadała odpowiednie naklejki, pomagające nam w wizualizacji obiektów. Sprzęt nie posiadał nawet procesora. Jednak to ta maszynka pomału przenosiła „gralnie” do domu. Przypominam, jest rok ’72 – w kinach leci Ojciec Chrzestny, na szpulakach słychać Smoke on the Water i coraz więcej osób chce grać w gry…
Nie jest to żadna kultowa gra, jednakże chciałbym zobrazować jak wyglądały pierwsze gry na konsolach. Grafika to tak naprawdę nakładka na TV. Świecący klocek wskazywał nam liczby. Gra pochodzi z konsoli Magnavox Odyssey.
Ktoś tu nie grał w Ponga? Po jednej i drugiej stronie ekranu mamy „paletki”, a na środku piłka, którą odbijamy przeciwko komputerowi, bądź drugiemu graczowi. Zasady zabawy proste jak budowa cepa, ale nawet i dziś takie coś potrafi wciągnąć. Zwłaszcza gdy gramy z drugim, żywym graczem. Automat z Pongiem, nie jest pierwszym „growym” automatem, ale na pewno spopularyzował granie w salonach.

Gra była wariacją Ponga, lekko zmodyfikowana – zamiast przeciwnika odbijającego nam piłkę – sami rozwalaliśmy cegiełki na planszy. Dwa lata później (1978), został wydany port na domową konsolę – Atari 2600, natomiast screen pochodzi z wersji automatowej.
1977: Atari 2600
Podczas gdy w Stanach rządziło Atari 2600, na naszym rynku (i to dopiero na początku lat ’90tych), była dostępna jakaś marna podróbka tejże konsoli. Sam posiadałem taką podróbę, o nazwie Rambo. Na Atari 2600 portowano większość gier z automatów arcade. Była jakaś gra w salonie gier? Za jakiś czas była i na Atari 2600. Co z tego że wyglądała gorzej. Ogółem opchnięto 30 milionów sztuk tejże konsoli.
Inwazja Obcych! Operuj umiejętnie statkiem w kierunku lewo-prawo, broniąc swojej bazy! Strzelaj do wszystkiego co się rusza! Czyli jak Pong/Breakout ewoluował poprzez dodanie opcji strzelania. Hit z maszyn arcade, w którym na jednym żetonie, żyłowało się wyniki.
Kolejna prosta, wciągająca i kultowa pozycja zarazem. Statyczny ekran, rakieta i dziesiątki planet, które zmierzają w Twoim kierunku. Wariacja Space Invaders, gdzie tu mamy planety, które trza rozwalać. Z tym, że sterujemy po całej planszy. Można było nawet wylecieć za planszę i wlecieć drugą stroną. Asteroids na Atari2600 nie zachwycał. Nie dość że premiera odbyła się dwa lata później względem oryginału, to i grafa była kiepska. Czasy, gdzie gry z automatów miały lepszą grafikę niż konsole stacjonarne?

Co tu robi ta gra? Przecież to Galaxian z „Pegasusa”! No niezupełnie, najpierw w ’79 roku, w salonach arcade, zagościło Galaxian. Jak widać końcówka lat ’70-tych, to moda na kosmiczne strzelaniny. Pięć lat później wyszła wersja na NESa, nieróżniąca się niczym szczególnym. Za to okrojona wersja (z 1983 r.) na Commodore 64, wyglądała całkiem brzydko.
1980: Game & Watch
Pierwsza przenośna konsolka od Nintendo. Oczywiście były też konkurencyjne sprzęty, ale nic nam raczej nie mówią nazwy Microvision, czy Super Micro. W Rosji produkowano zamienniki, które dotarły do naszego kraju, znane jako „ruskie jajeczka”. Konsolka miała wbudowaną jedną grę, zegarek, czy budzik.

Nareszcie coś innego niż kosmos i latające stateczki. W Pac-Manie błądziliśmy po labiryncie, zbierając kropki, omijając przy tym wrogów. Były też power-upy, po zjedzeniu których czasowo byliśmy nieśmiertelni. Ale co ja tam będę opowiadał. Pac-Man to ikona naszej rozrywki. Wystąpił nawet w teledysku zespołu Bloodhound Gang. Podobno na postać Pac-Mana wpadł gość, który zobaczył pizzę, bez jednego kawałka…

Pierwsza przygodówka z widoczną postacią (kwadratem), labiryntami, a także przeciwnikami. To także pierwsza gra, która miała easter egg – czyli ukryty sekret przez producenta – w tym wypadku było to pojawienie się nazwy autora programu. Dawniej nie było żadnych napisów końcowych, a gry często były robione przez jedną, dwie osoby, które nie mogły podpisać się pod swoim dziełem (a widniała tylko firma – wydawca). Tytuł wyszedł tylko na domową konsolę – Atari 2600, nie zrobiono wersji arcade, więc mamy tu do czynienia z exclusivem.

Kolejna strzelanina, tym razem lecimy w bok ekranu. Automat z grą rozszedł się w ilości 55.000 i był to komercyjny sukces. Grę stworzyli ludzie od flipperów – firma Williams. To musiały być piękne lata (nie u nas, wiadomo): początki komputerów, konsol, automatów do gier, flipperów…

Tytuł znany również posiadaczom NESa/Pegasusa, choć pierwotnie ukazał się na automatach. Jako bezimienny gość (aczkolwiek podobny do Mario), musieliśmy wdrapać się na samą górę, do swojej ukochanej. Przeszkadzał nam w tym, tytułowy Donkey Kong. Ot, pomysł na grę idealny – jak na rok ’81. Goryl zadomowił się także na innych konsolach, ale najlepsze są jednak platformówki z jego udziałem.

Cała gra polegała na przejściu żabą, na drugą stronę ekranu, omijając przy tym przeszkody. Oczywiście było coraz trudniej, co by wepchać więcej żetonów w automat. Gry z tej serii, wyszły chyba na każdy grający sprzęt, powyżej jednak screen z wersji automatowej.

Znów kosmiczna strzelanina, tym razem wektorowa grafika pozwala śledzić akcję w głąb ekranu. Tempest miał być takim nowszym, odnowionym Space Invader’sem. Jest to też pierwsza gra na świecie, w której dodano możliwość zmiany poziomu trudności. Musicie uwierzyć, że w ruchu gra wygląda zdecydowanie lepiej, dynamiczna akcja i przechodzenie ekranu w głąb ekranu nawet dzisiaj wywołuje efekt „wow”. Screen z wersji automatowej.

Pierwsza gra z serii Wolfenstein, nie była strzelaniną z widokiem z oczu. Gra którą widzisz powyżej, wyszła pierw na komputery firmy Apple, następnie przeportowano na DOSowe systemy, czy Commodore 64. Skradanka, w której mieliśmy do przejścia 60 komnat. Co prawda – można było zastrzelić szybko wroga, to jednak gra zmuszała do kombinowania/skradania się.

Pierwsza gra z gatunku rpg i pierwsza gra z tej zapomnianej już dziś serii. Screen wyżej przedstawia grę na platformę Apple II, bo to na tym sprzęcie gracze mogli zagrać jako pierwsi. Tak wyglądało pierwsze pakowanie doświadczenia (expa) w grach wideo – a dokładniej walka z wielkim szczurem.
1982: Commodore 64
Komputer domowy posiadający 64 kilobajty RAMu (stąd nazwa) i 1 megaherc. Co niektórzy, w tamtych czasach – mający wujka w Niemczech, lub zamożniejsi Polacy, decydowali się na zakup „Komodory”. Nie ma co tu się o tym rozpisywać, wszak o komputerach tu nie pisuję, ale warto odnotować premierę tego sprzętu. 1982 premiera na świecie, a w Polsce? Sześć lat później… 1988.

Te kolorowe wyścigi były pierwszą grą o Formule 1. Jeżeli wierzyć niektórym źródłom, to trasy były rzeczywiste (tiaa). Gra szybko została skonwertowana z automatów, na komputery domowe i konsole. Powyżej screen z wersji arcade – widać tu nawet reklamę Pepsi.

Pitfall wyszedł na Atari 2600 w 1982 i od razu przypadł do gustu fanom Indiany Jonesa, mimo sporego poziomu trudności.

Gra o strażaku, który gasi palący się budynek. Dramaturgii dodają postacie, które cierpią w tym pożarze. Ta gra trafiła tu tylko dlatego, że jest jedną z moich pierwszych gier – miałem ze 3-4 latka i tak mi się wryła w pamięć, że pamiętam ją do dziś. Zresztą za pomocą emulatorów, mogę sobie dziś odświeżyć ów tytuł. Za łebka graliśmy całą rodziną w Fire Fighter, Grand Prix, czy „zabawę w chowanego” na podróbce Atari, znanej u nas jako „Rambo”.

Gra która przyczyniła się do krachu na giełdzie w USA, który miał miejsce w 1983. E.T. było tak kiepską grą (notabene napisaną w 5 tygodni), że zakopano wszystkie niesprzedane gry gdzieś na pustyni w stanie Nowy Meksyk. Jak dla mnie, ta gra nie różni się zbytnio od innych tytułów wydawanych na Atari 2600, ale wg. ówczesnych pism, zbierała niskie noty.
1983: Nintendo
Tak doszliśmy do premiery konsoli Nintendo. W ’83 roku, start odbył się w Japonii. Do Europy zawędrowała trzy lata później, do Polski oficjalnie nigdy, ale my mieliśmy swoje Pegasusy w latach 90-tych… (wyobrażacie sobie takie obsuwy premier teraz?). W Polsce Pegasus zrewolucjonizował granie na konsolach. Sporo dzieciaków na osiedlu miało podróbki NESa, wymieniali się „dyskietkami”. No i na hali targowej, czy giełdzie można było kupić kartridż 999999 in 1, lub grę, która na naklejce była całkiem inna, niż sama gra. Polacy poznali Mario, czy Contrę.

Tak wyglądała Olimpiada na automatach. Pierwsza gra z cyklu „nachrzaniaj w przyciski ile się da”. W grze znalazło się sześć dyscyplin sportowych, m.in.: naparzanie przycisków w biegu na 100 metrów, rzut oszczepem, czy młotem. Gra która wprowadziła nowy gatunek, a także zepsuła trochę przycisków. Screen z wersji automatowej, chociaż gra wyszła na wszystkie ówczesne platformy do grania: od komputerów, po NESa.

W tej grze po raz pierwszy widzimy braci Mario. „Bracia Mario”, to świetna gra do zagrania z kolegą w kooperacji. Statyczne tło, wypełzający przeciwnicy z rur, no i my wraz z kompanem, skaczący im po głowach… Dużo nie trzeba było, a gra z miejsca stała się hitem. Powyżej widzimy screen z wersji automatowej która wyszła wcześniej, jednakże najwięcej osób grało w to na NESie (Pegasusie).
Tak brzydko wyglądał pierwszy Bomberman, wydany na komputer MSX (po dwóch latach wydano poprawioną wersję na NESa – a zresztą ta gra wyszła na każdy możliwy sprzęt grający). Początkowo tytuł zwał się „Eric and the Floaters”. Podkładanie bomb pod balony (?), szybka ucieczka, błądzenie po labiryntach, zbieranie power-upów… tak wyglądała rozgrywka. Seria wychodzi do dziś – pomysł się sprawdził.

Midway zrobiło szybkie, kolorowe wyścigi, które okazały się hitem na automatach. Gra została przeportowana na wszystkie wówczas liczące się platformy, łącznie z NESem, czy kompem z DOSem.

Gra miała piękną grafę, tyle że był to bardziej film interaktywny, gdzie musieliśmy wcisnąć odpowiedni przycisk w odpowiednim momencie. Jeśli tego nie zrobiliśmy – Game Over. Sama „gra” była krótka, trwała ponad 12 minut, ale była baaardzo trudna. Wymagała grania na pamięć. Powyżej wersja z automatów, chociaż wyszło to na większość sprzętów i wychodzi na kolejne konsole.

„Samolociki” od Capcomu. O ile wcześniej strzelano do Obcych, tak tutaj mamy strzelankę w czasach II wojny światowej. Gra wyszła pierw na automaty, a później na wszystko inne. Właściwie to co parę lat wychodzi odnowiona wersja/składanka na aktualne konsole.

Pierwsza wersja powstała na 8-bitowe Atari, ale że gra szybko okazała się hitem, wyszła także na inne komputery, konsole, czy automaty. Zbieranie diamentów i unikanie wrogich skał, ta gra właśnie o tym była. Dodatkowo musieliśmy omijać przeciwników. Ja sam grałem w grę dopiero w latach 90. – w salonie gier. A za jakiś czas miałem podróbkę na PlayStation – Rocks’n’Gems.

Tytuł nie wyszedł na konsolach, natomiast był bardzo popularny, więc go tu wrzucam. O czym jest ta gra? To platformówka, wydana na ZX Spectrum (na screenie), czy na inne kompy. Celem gry jest zebranie różnych przedmiotów, rozmieszczonych po wirtualnym domu (?). Jest to także kontynuacja innego hitu – Manic Miner.

Alexey Pajitnov zrobił Tetrisa na rosyjski komputer „Electronika 60” w ’84 roku. Gra (jak widać na screenie), była pierwotnie ze znaków ASCI, nie miała kolorowej grafy. Jednak te spadające „klocki” stały się takim hitem, że tytuł wylądował na wszystkich sprzętach. Sam autor nie zarobił wtedy ani grosza, ponieważ nie opatentował gry i wszyscy równo kopiowali.

Gra „na pistolet”. Graliśmy w nią na Pegasusie, sporo lat później, natomiast oryginał wyszedł pierw w Japonii w 1984 roku. Wiecie że drugi gracz mógł sterować kaczkami? Podobno było to napisane w instrukcji, ale my w Pegasusach nie mieliśmy „instrukcji”.

Znów Capcom i znów hit z automatów. Sterujemy ludkiem, który ginąc, tracił elementy zbroi, by na końcu chodzić w samych gaciach. Walczymy przeciwko zombiakom, cyklopom, ogrom i innym demonom. Najładniejsza wersja wyszła oczywiście na automaty, chociaż przeportowano tytuł na wszystkie liczące się platformy.

No nareszcie. Kultowa gra z Mariem w roli głównej. Ta gra nawet dziś jest miodna: sterowanie, szybkość, kolory, muzyka, to się chyba nie zestarzało. Gra miała sporo sekretów, odkrywaliśmy je miesiącami: ukryte skróty, znajdźki z roślinami do nieba, gwiazdkami… ciągle coś się pojawiało. A przejście ostatniego zamku – trzeba było grać z dźwiękiem, bo gra informowała czy idziemy w dobrym kierunku. Podobno Mario na świecie jest równie znany co np. postać Myszki Miki…

Jeden z pierwszych tytułów arcade z grafą 16-bitową. Gra robiła wrażenie efektu 3D, a głównym producentem był Yu Suzuki (znany z późniejszych gier takich jak Virtua Fighter, czy Shenmue). Wyszedł też skromniutki (bo 8-bitowy) port na Segę Master System, czy komputery. W tamtych czasach automaty rządziły, jeżeli chodzi o oprawę audio-wideo.

Świetna platformówka z gościem, który jeździł na deskorolce, ukazała się w 1986 roku (w Japonii). Oczywiście my, w Polsce – zagrywaliśmy się w grę w latach 90., na naszych Pegasusach.

Kolejne odbijanie piłeczki, tym razem w kolorze. Screen z wersji automatowej, chociaż gra wyszła na wszystko, co było sprzętem grającym w tamtym czasie. Wiecie że była tu też fabuła? Arkanoid rozwinął to, co mogliśmy już znać z Breakout (1976), wprowadzając np. power-upy.

Castlevania wyszła w ’86 roku na NESa/Famicoma w Japonii. W Europie dwa lata później, natomiast nie kojarzę jej z czasów „Pegasusa”. Seria wychodzi po dziś dzień, a co jakiś czas wychodzą nawet oryginalne wersje z tamtych lat w postaci „składanek”.

Pierwsza część przygód Linka, wyszła również w 1986 roku (NES, Japonia). Do mnie ten tytuł nie trafił w tamtych latach, nie mam do niego żadnego sentymentu. Znacie kogoś, kto ogrywał ten tytuł na Pegasusie?

I również w tym ’86 roku, na NESie zapoczątkowała ta seria (która wychodzi nadal). Przygoda na obcej planecie, wracanie do tych samych plansz, tylko że już z lepszym ekwipunkiem – to było właśnie tutaj. Kolejny tytuł, który nie trafił do nas na Pegasusie.

Gra w Stanach wyszła jako Dragon Warrior i robiąc ten wpis, dowiedziałem się, że wyszła przed serią Final Fantasy… Sam gameplay przypomina właśnie FF, ale jakoś nigdy mi ten tytuł nie podpasił.

Wyścigi arcade’owe, w których zasiadasz za kółkiem Ferrari i mkniesz przy plażowej scenerii z blondyną obok. Na pewno immersji dodawał automat, w którym na serio zasiadaliśmy „za kółkiem”. A sama gra wyszła jakiś czas temu na Nintendo 3DS, czy Switch… co mnie dziwi, bo ja tu żadnej „kultowości” nie widzę.
Tak dochodzimy do końca tegoż artykułu. Tekst będzie stale rozwijany, więc zapraszam do odwiedzin za jakiś czas:)









Cześć
Widziałem twój post na psxextreme.info odnośnie wspólnej gry na emulatorze nesa, ja chętnie bym pograł więc jakbyś był zainteresowany do daj znac najlepiej na gg:9059302
Pozdrawiam.
Oj ja już nie używam gg, jak coś to odezwij się na tamtym portalu. A tak w ogóle to chodzi Ci o poradnik dotyczący grania online na emu nesa? Miałem to na swojej starej stronie, mogę wrzucić tu ponownie.