OD REDAKCJI
Tak, wakacje się skończyły, uczniowie wrócili do szkół, rodzice do pracy, a bezrobotni zostali w domu czekając na zasiłek. Może gdyby mieli konsole to by się im lepiej czas spędzało, a tak muszą oglądać przedwyborczą jatkę, która odbywa się w telewizji. No ale cóż, ważne że twórcy gier nie zaprzestali prac i znów zaleją nas masą wspaniałych gier. Zresztą możecie poczytać o tym sami w dziale aktualności. Znajdziecie tam także relacje z ECTS, czyli największych europejskich targów gier komputerowych.
Wysłannicy redakcji byli tam i przywieźli wiele ciekawych informacji i bezpośrednich kontaktów z firmami komputerowymi, dzięki którym będziemy mogli podawać najnowsze i rzetelne wiadomości z tzw. „pierwszej ręki”. Zamieszczamy również masę nowych recenzji, dokończenie opisu Suikoden’a z poprzedniego numeru i publikujemy pierwszą część opisu do Vandal Hearts. Znajdziecie również poradnik do jednej z najlepszych strategii na PSX’a czyli Warhammer’a. Myślę, że grania starczy Wam aż do następnego numeru, który powinien się pojawić około 15 listopada. Znajdziecie w nim kolejne recenzje i opisy najnowszych gier. Tak przy okazji – napiszcie jakie opisy chcielibyście zobaczyć na łamach PSX Extreme i czy podoba wam się forma zamieszczonych już opisów. Jednocześnie chcielibyśmy się dowiedzieć o waszych odczuciach co do magazynu, co moglibyśmy jeszcze zmienić lub dodać.
Jak pewnie zauważyliście (lub za chwilę zauważycie) zmieniliśmy szatę graficzną magazynu oraz dodaliśmy cztery strony. Myślimy, że PSX Extreme będzie lepszy, bardziej czytelny i przyjaźniejszy dla czytelnika. Zamieszczamy również pierwsze notowania PSX’owej listy przebojów.
Na zakończenie chciałbym przeprosić za kłopoty techniczne związane z pierwszym numerem. Nasze wydawnictwo nawiązało współpracę z nową drukarnią, a efekty powinny być widoczne już od tego numeru.
Na tym kończę, życząc udanego giercowania i…
… niech KONSOLA BĘDZIE Z WAMI. Do zobaczenia za miesiąc.
Redaktor Naczelny
OD REDAKCJI:
Wstępniak
AKTUALNOŚCI:
Co nowego?
Targi ECTS ’97
PRZEGLĄD:
Platformówki
W PRZYGOTOWANIU:
Resident Evil Directors Cut / Resident Evil II
RECENZJE:
Command & Conquer
DragonHeart: Fire & Steel
Lifeforce Tenka
Lost Vikings II
RayStorm
Space Jam
Street Fighter EX Plus Alpha
Syndicate Wars
Ten Pin Alley
Thunder Truck Rally
War Gods
TIPS & TRICKS:
Tips & Tricks
OPISY:
Suikoden
Vandal Hearts
Warhammer
INNE:
Test Analogowego Pada Sony
Listy Czytelników
Lista Przebojów
Witam ponownie!
Moi drodzy, działo się ostatnio, oj dużo się działo! Jeszcze nie zapoznaliśmy się do końca z wszystkimi nowościami z tegorocznych targów E3, a już mamy za sobą kolejną, tym razem europejską imprezę, czyli ECTS. Dokładniejsze sprawozdanie z tych targów znajdziecie już w tym numerze, ja natomiast postaram się przedstawić Wam kolejną dawkę informacji o nadciągających tytułach zarówno tych europejskich, jak i zza oceanów. Na końcu tego artykułu znajdziecie również obiecywaną w poprzednim numerze listę Tych 100 wybranych, najciekawszych gier, które powinny ukazać się na rynku do końca tego roku. Zapraszam więc do lektury.
Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że nadchodzący okres będzie rajem dla użytkowników PlayStation na całym świecie. Z wielkiego worka zapowiedzi zaczęły wysypywać się już pierwsze rodzynki, a mogę Wam obiecać, że z biegiem czasu będą sypać się coraz obficiej. Zaczynamy dzisiaj wyjątkowo strategicznie, bo oto wreszcie możemy sobie pograć w znany pecetowy szlagier, jakim był na pewno WARCRAFT II. Wersja na PlayStation niczym nie ustępuje swemu pierwowzorowi i sprawi nieukrywaną radość wszystkim miłośnikom strategii. Już niedługo ukaże się także trzecia część znanej gry POPULOUS, gdzie wcielając się w rolę jednego z bogów, otrzymujemy władzę nad ludźmi i przyrodą. Być może przekonamy się wtedy, że żywot boga wcale nie musi być łatwy i przyjemny. Podobnie jak w grze COMMAND & CONQUER: RED ALERT, której chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Na targach ECTS miałem przyjemność potestować sobie beta wersję tej gry i przyznam, że jestem pod wrażeniem. Gra chodzi bardzo płynnie i szybko, w pełni obsługuje myszkę i pozwala na grę dwóch graczy przez kabel link. Pełna wersja RED ALERT powinna ukazać się na rynku już w listopadzie tego roku.
Stosunkowo nowym gatunkiem gier, które cieszą się obecnie niesłychaną wprost popularnością są trójwymiarowe platformówki i wszelakie od nich pochodne zręcznościówki. CRASH BANDICOOT i PANDEMONIUM były pionierami w tej dziedzinie gier (kontynuacje tych gier powinny ukazać się na rynku lada moment), a obecnie powstaje ich coraz więcej i są na prawdę coraz lepsze.
Chyba jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów tego typu (oprócz wyżej wymienionych) jest CROC: LEGEND OF THE GOBBOS, który właśnie w tym momencie powinien ukazać się na rynku. To, co odróżnia tę grę od innych, to bardzo ładna, kolorowa grafika oraz pełny wymiar 3D, to znaczy że możemy poruszać się naszym krokodylkiem (główny bohater gry) w dowolnym kierunku. Gra w pełni wykorzystuje walory nowego pada analogowego SONY (jego test już w tym numerze), a przy okazji nie jest zbyt łatwa, więc nie ma obawy, że skończymy ją w jeden wieczór.
Kolejną pozycją tego typu jest GEX: ENTER THE GECKO, czyli kontynuacja dwuwymiarowej platformówki znanej już starszym graczom PlayStation. Gra ta może jednak troszeczkę stracić (lub zyskać) na swojej popularności za sprawą mrocznej atmosfery, która towarzyszyła nam również w pierwszej części. Stare domostwa, gromady duchów i biegających zombie – to wszystko czeka na nas w kontynuacji gry GEX.
THE LOST WORLD: JURRASSIC PARK to platformówka znajdująca się już na półkach sklepowych mniej więcej od momentu premiery filmu ZAGINIONY ŚWIAT w Polsce. Tym razem nie mamy już takiej swobody ruchu jak w grach CROC czy GEX, sterowanie przypomina nam raczej to z PANDEMONIUM, z tym że czasami mamy do wyboru więcej niż jedną drogę. Zaczynamy grę małym dinozaurem, który rośnie z etapu na etap, aby przybrać na końcu monstrualne rozmiary. Platformówek czekających na swoją premierę jest o wiele więcej, wspomnę choćby o takich tytułach, jak: RASCAL, JERSEY DEVIL, PITFALL 3D: BEYOND THE JUNGLE, EARTHWORM JIM 3D, PAC-MAN GHOST ZONE, ROSCO McQUEEN, CAPTAIN BLASTO czy KLONOA, napiszę o nich jednak więcej w momencie, kiedy właśnie będą wchodziły na rynek, na co nie powinniśmy jednak zbyt długo czekać, gdyż święta tuż-tuż, a „dzieci” nie mają już w co grać…
Przed świętami powinna ukazać się również kolejna część gry MORTAL KOMBAT. Nie będzie to jednak jeszcze MK4, w którego możemy już sobie pograć w wersji ARCADE, ale przygodowo-platformowa gra MORTAL KOMBAT MYTHOLOGIES: SUB-ZERO. Pseudo trójwymiarowa grafika robi niesamowite wrażenie (dwuwymiarowe postacie wzięto z poprzednich części gry), a sama gra cechuje się bardzo dużą grywalnością, szczególnie dla fanów serii Mortal Kombat.
Będąc przy kontynuacjach, to jest już dostępna na rynku druga część gry COOL BOARDERS, a już niedługo ukaże się także JET MOTO 2 (JET RIDER 2 w Europie) oraz TEST DRIVE 4 (zdecydowanie lepszy od swego poprzednika, TEST DRIVE: OFF-ROAD). Na swoją premierę czeka także druga część gry SOVIET STRIKE, czyli NUCLEAR STRIKE, a także uważana za jedną z najlepszych przygodówek na PC gra BROKEN SWORD 2. W oczekiwaniu na premiery tych gier rozkoszować się już za to możemy niedawno wydaną grą AGENT ARMSTRONG, na którą osobiście czekałem już od dawna. Jest to typowa strzelaninka w całkiem nowym wydaniu. Bardzo dobrze dodano bowiem w tej grze element trójwymiarowości, zdecydowanie podnoszący jej grywalność. W pełni trójwymiarowa jest za to nowa bijatyka firmy EIDOS, FIGHTING FORCE, której premiera przewidziana jest na listopad tego roku. Ta gra na pewno zostanie szlagierem, przekonałem się o tym grając w wersję beta gry na targach ECTS. No właśnie, z targów ECTS pochodzą też zapowiedzi wydania dwóch kolejnych serii gier sportowych firm GREMLIN i ELECTRONIC ARTS. Ta pierwsza proponuje nam kolejne tytuły z serii ACTUA, czyli: ACTUA GOLF 2, ACTUA ICE HOCKEY, ACTUA SOCCER 2, ACTUA TENNIS oraz PREMIER MANAGER 98, w którym do naszej dyspozycji zostaną oddane 92 kluby Ligi Angielskiej (składy z sezonu 1997/98), a dodatkowym atutem będzie wykorzystanie engine z ACTUA SOCCER 2 do oglądania rozgrywanych meczy. ELECTRONIC ARTS odpowiada na to równie potężnymi tytułami: PGA TOUR 98 (GOLF), NHL 98 (HOKEJ), FIFA ROAD TO WORLD CUP 98 oraz dodatkowo NBA LIVE 98. Zobaczymy co z tej walki wyniknie, z tego co widziałem na ECTS to będzie ona bardzo wyrównana, gdyż wszystkie te gry prezentują bardzo wysoki poziom.
Także PSYGNOSIS oferuje nam kolejną grę sportową, a mianowicie POWER SOCCER 2, czyli kolejną piłkę nożną, na pewno lepszą od swojej poprzedniczki, ale czy uda jej się pokonać najlepszy do tej pory ISS PRO, zobaczymy.
Do opisania zostało jeszcze bardzo, bardzo dużo gier, musi mi jednak zostać troszkę miejsca na obiecaną listę zapowiedzi na sezon zimowy 97/98, więc zmuszony już jestem skończyć tą długą wyliczankę nowych gierek. Jak sami widzicie, będzie w czym przebierać na święta, toteż mam nadzieję że te moje krótkie opisiki pomogą Wam troszeczkę połapać się w gąszczu wychodzących nowości na SONY PlayStation. Takich ilości gier mogą nam tylko zazdrościć użytkownicy NINTENDO 64 czy SEGI SATURN, gdyż liczba gier wydawanych ostatnio na PlayStation powoli zaczyna dorównywać już ilości wydawanych gierek na PC, z czego możemy się tylko cieszyć, gdyż większa konkurencja oznacza lepsze produkty i… niższe ceny! Do zobaczenia za miesiąc.
NORBY
100 NAJCIEKAWSZYCH GIER CZEKAJĄCYCH NA SWOJĄ PREMIERĘ JESZCZE W TYM ROKU
[dopisek autora bloga: jeśli przeglądasz mobilnie i źle się wyświetla tabela, obróć ekran poziomo]
| NR TYTUŁ | WYDAWCA | POCHODZENIE |
| 1. ACTUA GOLF 2 2. ACTUA ICE HOCKEY 3. ACTUA SOCCER 2 4. ACTUA TENNIS 5. AGENT ARMSTRONG 6. ALIENS VS PREDATOR 7. APOCALYPSE 8. ARMORED CORE 9. AUTO DESTRUCT 10. BATMAN AND ROBIN 11. BROKEN SWORD 2 12. BUG RAIDER 13. BUGGY 14. CAPTAIN BLASTO 15. COLONY WARS 16. COMMAND & CONQUER: RED ALERT 17. COOL BOARDERS 2 18. COURIER CRISIS 19. CRASH BANDICOOT 2 20. CROC: LEGEND OF THE GOBBOS 21. DEATHTRAP DUNGEON 22. DEPTH 23. DISCWORLD 2 24. DRAGON BALL GT 25. DUKE NUKEM 3D 26. DUNGEON KEEPER 27. FIFA: ROAD TO WORLD CUP 98 28. FIGHTING FORCE 29. FINAL FANTASY TACTICS 30. FINAL FANTASY VII 31. FORMULA KARTS SPECIAL EDITION 32. FORMULA ONE’97 33. FORSAKEN 34. G-POLICE 35. GEX: ENTER THE GECKO 36. GRAN TURISMO 37. GROUND TOUR RACING’98 38. HARDCORE 2 39. JERSEY DEVIL 40. JET RIDER 2 (JET MOTO 2) 41. JUDGE DREDD 42. KILL WHEEL 43. KLONOA 44. KOWLOON’S GATE 45. KURUSHI (INTELIGENT QUBE) 46. LUCKY LUKE 47. MACE 48. MADDEN 98 49. MAGIC: THE GATHERING 50. MARVEL SUPER HEROES 51. MASS DESTRUCTION 52. MAXIMUM FORCE 53. MDK 54. MEDIEVIL 55. MLB’98 56. MORTAL KOMBAT MYTHOLOGIES 57. MOTO RACER 58. N20 59. NASCAR 98 60. NBA HANG TIME 61. NBA IN THE ZONE 98 62. NBA LIVE 98 63. NHL 98 64. NIGHTMARE CREATURES 65. NINJA 66. NUCLEAR STRIKE 67. ODDWORLD: ABE’S ODDYSEE 68. ONE 69. OVERBOARD 70. PAC-MAN GHOST ZONE 71. PANDEMONIUM 2 72. PARAPPA THE RAPPER 73. PGA TOUR 98 74. PITFALL 3D: BEYOND THE JUNGLE 75. POINT BLANK 76. POPULOUS 3 77. POWER SOCCER 98 78. PREMIER MANAGER 98 79. PSYBADEK 80. RAMPAGE 81. RAPID RACER 82. RASCAL 83. REBEL MOON RISING 84. RED ASPHALT 85. RESIDENT EVIL: DIRECTOR’S CUT 86. RETURN FIRE 2 87. ROSCO MCQUEEN 88. SAGA FRONTIER 89. SHADOW MASTER 90. SPAWN: THE ETERNAL 91. STAR WARS: MASTER OF THE KASI 92. STEEL REIGN 93. TEST DRIVE 4 94. THE FIFTH ELEMENT 95. TOCA TOURING CAR CHAMPIONSHIP 96. TOMB RAIDER 2 97. TREASURES OF THE DEEP 98. WARHAMMER 2: DARK OMEN 99. WILD 9 100. Z |
GREMLIN GREMLIN GREMLIN GREMLIN VIRGIN FOX INTERACTIVE ACTIVISION SONY ELECTRONIC ARTS ACCLAIM SONY GT INTERACTIVE GREMLIN SONY PSYGNOSIS WESTWOOD STUDIOS SONY BMG INTERACTIVE SONY FOX INTERACTIVE EIDOS SONY PSYGNOSIS BANDAI GT INTERACTIVE ELECTRONIC ARTS ELECTRONIC ARTS EIDOS SQUARESOFT SQUARESOFT TELSTAR PSYGNOSIS ACCLAIM PSYGNOSIS CRYSTAL DYNAMICS SONY ACTIVISION ASC GAMES MALOFILM INTERACTIVE SONY GREMLIN TBA NAMCO SONY SONY INFOGRAMES MIDWAY ELECTRONIC ARTS ACCLAIM CAPCOM ASC GAMES MIDWAY SHINY ENTERTAINMENT SONY SONY MIDWAY ELECTRONIC ARTS GREMLIN PSYGNOSIS MIDWAY KONAMI ELECTRONIC ARTS ELECTRONIC ARTS ACTIVISION EIDOS ELECTRONIC ARTS GT INTERACTIVE ASC GAMES PSYGNOSIS NAMCO CRYSTAL DYNAMICS SONY ELECTRONIC ARTS ACTIVISION NAMCO BULFROG PSYGNOSIS GREMLIN PSYGNOSIS MIDWAY SONY PSYGNOSIS GT INTERACTIVE INTERPLAY CAPCOM MGM INTERACTIVE SONY SQUARESOFT PSYGNOSIS SONY LUCAS ARTS SONY ACCOLADE KALISTO CODEMASTERS EIDOS NAMCO MINDSCAPE INTERPLAY SONY |
EUROPA EUROPA EUROPA EUROPA EUROPA USA USA JAPONIA USA USA EUROPA USA EUROPA USA USA EUROPA USA USA USA USA USA JAPONIA EUROPA JAPONIA USA USA USA USA JAPONIA JAPONIA EUROPA EUROPA USA USA USA JAPONIA USA USA USA USA EUROPA USA JAPONIA USA JAPONIA EUROPA USA USA USA USA USA USA USA USA USA USA USA EUROPA USA USA USA USA USA USA USA USA USA USA USA JAPONIA USA JAPONIA USA USA JAPONIA EUROPA EUROPA EUROPA USA USA USA USA USA USA JAPONIA USA USA JAPONIA USA USA USA USA USA EUROPA EUROPA USA JAPONIA EUROPA USA USA |
W dniach 7-9 września roku 1997 w londyńskiej Olimpia Hall odbyły się największe europejskie targi gier komputerowych – ECTS (European Computer Trade Show). Wrażeń było co niemiara i trudno będzie nam opisać to, co tam się działo… trzy dni niezapomnianych przeżyć.
W dwóch ogromnych halach zgromadzili się wszyscy „wielcy” światowego przemysłu gier (i nie tylko), byli to między innymi Eidos, Electronics Arts, Virgin, Psygnosis, Activision, Konami, Acclaim. Większość z firm starała się zaprezentować swoje produkty w jak najlepszy sposób. Po halach „włóczyły się” więc maskotki z gier, panienki, potworki itd. Przykładem może być super Worm wydający przeróżne dźwięki, rozrzucający cukierki i wpychający się w największe tłumy ludzi utrudniając wszystkim życie. Inną ciekawą maskotką był diabeł na stoisku Activision. Stał on nieruchomo udając posąg, lecz gdy ktoś przechodził w zasięgu jego ręki łapał go za włosy lub szturchał w sposób, który wzbudzał przerażenie. Panienek było bardzo dużo (warto zaznaczyć, że były one bardzo starannie „wybrane”), jedne wyglądały jak zombie, a inne przebrane były za piłkarzy i narciarzy. Imponująco wyglądało stanowisko Virgin Interactive. Było to coś w rodzaju gumowego kokonu, gdzie było okropnie gorąco, a jeszcze gorętszą atmosferę sprawiały panienki bez pewnych części górnej garderoby (!!! – tak właśnie). To działo się w pierwszej hali, nad którą znajdowała się kolejna. Było tam również wiele firm, lecz przodowała GT Interactive ze swoją psx’ową konwersją wielkiego PeCetowego hitu – a mianowicie DUKE NUKEM 3D. Na piętrze gościła również firma Gremlin ze swoją kolekcją gier sportowych i nowym produktem na podstawie filmu Men in Black. Gra zapowiada się całkiem ciekawie, zresztą podobna jest do Resident’a. Na targach można było spotkać także inne firmy, które nie zajmowały się produkcją gier np. Intel, Creative Labs czy Toshiba, co udowadnia, że wiele firm widzi w rynku gier nie lada pieniądze.
Wieczorem pierwszego dnia odbył się bankiet połączony z rozdaniem nagród za tegoroczne osiągnięcia. Całość prowadził, znany z MTV prezenter – Ray Cokes. Bankiet osobiście odwiedziły, na zaproszenie Sony, koleżanki ze Spice Girls. Oto kilka pierwszych miejsc: Najlepszą konsolą została…. Nintendo 64 (suxx), najlepszą grą na konsole – Mario 64 (suxx), a reszta wygląda już ciekawiej; najlepszy wydawca – Eidos, najlepszą grą wschodniej Europy został Tomb Raider, pozostałe nagrody dotyczą PeCeta.
Najokazalej prezentowała się oczywiście ekspozycja firmy Sony, która to posiadła własny mini pawilon, w którym atmosfera i wystrój wnętrza znacznie wyróżniały się od pozostałych wystawców. Cztery zawieszone na suficie ekrany, na których bez przerwy odbywały się prezentacje najnowszych gier oraz wspaniały dźwięk w systemie Dolby Pro Logic to było to co ściągało tam tłumy. Firma Sony udostępniła wiele konsol PlayStation do użytku publicznego. Konsole te były wyposażone w płytkę demo sezonu zima 97 (m.in. Crash Bandicoot 2, Broken Sword 2, Parappa the Rapper i wiele innych) oraz w inne zapowiadane prawie ukończone gierki, które zapewne w niedalekiej przyszłości staną się hitami. Mowa tu m.in. o takich tytułach jak Nightmare Creatures, Colony Wars, Rapid Racer, Ghost In The Shell oraz długo oczekiwanymi tytułami jak Tomb Raider 2, Tekken 3 i Final Fantasy 7. Oczywiście redakcja nasza otrzymała wiele materiałów związanych z aktualnymi produkcjami, więc już niedługo będziecie mogli coś niecoś z nich wygrać (np. głosując na listę przebojów). Pozwoli to nam również poprawić zawartość merytoryczną PSX Extreme.
Jednak najtłumniej odwiedzane stoisko należało do firmy Eidos. Pewnie zadajecie sobie pytanie czy Tomb Raider 2 jest aż tak dobry? czy może wydadzą coś lepszego. Być może będą to Fighting Force czy Deathtrap Dungeon? Tak, te gry z pewnością zasłużyły na odwiedzenie stoiska Eidos, ale dlaczego wokół było zebranych tylu mężczyzn? Spójrzcie na te dziewczyny żywe, skąpo ubrane, ładne, zgrabne, wesołe, rozmowne – to było uderzenie poniżej pasa. Wszyscy obecni zwracali większą uwagę na nie niż na właściwą ekspozycję. Można było sobie z nimi pstrykać fotki, dziewczyny nie odmawiały, wręcz przeciwnie same wiedziały jaką pozycję wybrać, gdzie Cię złapać (no bez przesady – gdzie Cię objąć – o to nam chodziło). Chętnie także przechodziły do konwersacji. Jednak drugiego dnia targów o godzinie czternastej nastąpił punkt kulminacyjny gdyż pojawiła się…. tak we własnej osobie Lara Croft (Rhona Mitra). Prawdziwa i jedyna na świecie. Tłum oszalał, flesze oślepiały ze wszystkich stron, wrzaski, piski, pojękiwania, westchnienia, płacz i tym podobne reakcje towarzyszyły temu wydarzeniu. Na koncercie Jacksona milionowe tłumy nie potrafią tak oszałamiająco reagować widząc swego idola. Z Larą zrobiliśmy sobie zdjęcia, wepchnęliśmy jej w rączki naszą gazetę, a po krótkiej konwersacji pozostała tylko łza w oku, szybko bijące serce… no i bezcenne zdjęcia.
W produkcję gier zaangażował się także multimedialny oddział francuskiej telewizji Canal+, który zarzuci nas tytułami już w czerwcu przyszłego roku.
Trudno opisać więcej, gdyż zajęło by to całą gazetę. Pooglądajcie screeny, poczytajcie aktualności i kupujcie kolejne numery PSX Extreme, gdzie znajdziecie wiele informacji dotyczących najnowszych produkcji,
Po ECTS’ie biegali, zbierali informacje, grali…
Aju, Piotrek i Szufelka.
Platformówki to z założenia gry dla najmłodszych. Jak jednak pokazuje praktyka, po ten rodzaj gier sięgają również starsi wyjadacze. Co jest tego powodem? Niejednokrotnie uwagę graczy zwraca znakomita oprawa audiowizualna, a przy tym wysoka dawka grywalności. Jednakże to, iż gra przeznaczona jest dla dzieci nie musi wcale oznaczać, że da się ją ukończyć w jeden wieczór. Platformówki wymagają od nas często całkiem sporych zdolności manualnych oraz dużej pomysłowości.
Ten mały przewodnik pomoże Wam zapoznać się z czołowymi przedstawicielami tego gatunku na naszej konsoli. Dalej będziecie mogli przeczytać recenzje dwóch nowiutkich platformówek, które mogą wprowadzić na rynek sporo zamieszania. Mowa tu o grze Hercules ze stajni Disney’a, oraz o 32-bitowej wersji Castlevanii (prosto od Konami).
RAYMAN
To, co pierwsze rzuca się tutaj w oczy to przebogata w kolory grafika, pełny True Color widać już na pierwszy rzut oka. Jeżeli dodamy do tego bardzo dobrą oprawę dźwiękową, to możemy już chyba mówić o audiowizualnej uczcie. Zasada gry jest stara jak świat – idź w prawo i zbieraj pieniążki, a dostaniesz bonus. Oprócz tego mamy jeszcze do wypełnienia określone zadanie, ale nie będę tu zdradzał wszystkich tajemnic gry, która mimo że nie należy do najnowszych, jest na pewno godna polecenia.
Za:
Piękny wygląd poparty solidną dawkę grywalności, dość długi czas zabawy
Przeciw:
Jak na grę dla maluchów momentami trochę za trudna
GEX
Bohaterem tej gry jest wesoły jaszczur o imieniu Gex. Dobrym pomysłem autorów okazało się zwiększenie zakresu ruchów postaci poprzez dodanie możliwości łażenia po ścianach. Zaowocowało to nowymi rodzajami przeszkód oraz nietypowymi sposobami ich pokonywania. Ten charakteryzujący się sporą grywalnością produkt szybko znalazł się w czołówce PSX’owych platformówek.
Za:
Świetny wygląd oraz poruszanie się GEX’a
Przeciw:
Mało kolorowe, przypominające te ze średnich produkcji na Amigę, tła
WILD ADVENTURES OF MICKEY MOUSE
Jedyny dotychczas produkt Disney’a (poza najnowszym Hercules’em – patrz dalej) dostępny na nasza konsolę. Jak większość opartych na kreskówkach gier, Mickey Mouse charakteryzuje się solidnym wykonaniem od strony graficznej i dźwiękowej. Technicznie więc nie można grze zbyt wiele zarzucić. Jednak w moim odczuciu nie zadbano tutaj do końca o sferę grywalnościową. Oczywiście, dla każdego miłośnika zabawnej myszki jest to pozycja obowiązkowa, pozostałym zalecam poważne przemyślenie tego zakupu.
Za:
Główny bohater
Przeciw:
Pograć kilka godzin, odłożyć na półkę i zapomnieć
CRASH BANDICOOT
Chyba mało kto nie słyszał o tym tytule. Crash z miejsca podbił serca wielu milionów graczy na całym świecie. Mało jest takich platformówek, które zaskakują nowymi pomysłami od początku do końca. Jazda na dziku, ucieczka przed ogromną kulą (motyw z Indiana Jones) czy odprawianie z kwitkiem kolejnych bossów, to tytko niektóre z czekających na gracza atrakcji. Poziom trudności wzrasta stopniowo – od pierwszych, bardzo łatwych plansz, do tych ostatnich, gdzie trzeba dokonywać cudów zręczności. No, może trochę przesadziłem, prawda jest jednak taka, że aby grę ukończyć, z pewnością nie wystarczy tylko jeden wieczór.
Za:
Przezabawny bohater; perfekcyjna, dopieszczona na maksa oprawa graficzna; ogromna grywalność
Przeciw:
Mimo wszystko brak mi tu takiej swobody jak w Mario 64
PANDEMONIUM
Praktycznie jedyna produkcja mogąca zagrozić dominującej pozycji Crash’a. Mamy tu właściwie doczynienia z typową platformówką 2D – idź w prawo, poskacz trochę, postrzelaj do potworków itd. Jednak to, co zadecydowało o olbrzymim sukcesie gry, to przestrzenne ruchy kamery stwarzające wrażenie pełnej trójwymiarowości. Efekt ten jest wprost niewiarygodny, przy czym wszystko porusza się ultrapłynnie i nie ma tu mowy o choćby najmniejszych przeskokach bohaterów, z który każdy ma swoje wady i zalety. Zmieniać postać możemy na początku każdego nowego etapu. Pytacie o grywalność? Kiedy dostałem Pandemonium w swoje ręce przez tydzień nie chodziłem do szkoły.
Za:
Podkreślana ruchami kamery świetna grafika; na niektórych poziomach przyjdzie wybranej postaci zmieniać się w różne zwierzaki (żaba, smok…) co jeszcze bardziej uatrakcyjnia zabawę
Przeciw:
To jednak tylko pseudo 3D
Piotrek
[dopisek autora bloga: poniżej dwie krótkie recenzje, których nie ma w spisie treści, natomiast są liczone do tego przeglądu platformówek]

Wszyscy wiemy, że gwiazdy wytwórni Disney’a występują nie tylko w filmach, ale i w grach komputerowych. Jednakże tych gier jakoś nam dotychczas brakowało, jedna platformówka z Myszką Miki to na pewno nie jest szczyt marzeń. I oto sytuacja w końcu się zmieniła, ni stąd ni zowąd zawitał na naszą konsolę Disney’owski Hercules. W nastrój gierki wprowadza znakomicie wyrenderowane demo, którego kontynuacje pojawiają się w miarę ukończenia kolejnych etapów. Są one naprawdę śliczne, przeładowane humorem, a głosów użyczają postaciom m.in. tak znane gwiazdy jak Danny DeVito czy James Woods.
Sama gra to klasyczna platformówka w stylu Disney’a – ładna grafika, zróżnicowane levele, solidny podkład dźwiękowy. Do przejścia mamy dziesięć poziomów, z których w miarę większość polega bieganiu w prawo, zbieraniu bonusów oraz pokonywaniu coraz to nowych przeszkód i bossów. Oprócz tego mamy tu tez etapy trójwymiarowe, czego przykładem może być bardzo długi tor przeszkód. Kontrolowanie Herculesa jest dziecinnie proste. Możemy skakać, uderzać mieczem lub pięścią, a także wyprowadzać rozbijający skały supercios.
Oprawa graficzna robi naprawdę duże wrażenie. Nawet w levelach dwuwymiarowych trzeba czasami zmieniać ścieżkę co dodaje grze głębi, no i urozmaica całość rozgrywki. Jedyne, do czego można się przyczepić to tła. Nie są to jakieś poważne wady, ale w porównaniu z pierwszym planem wyglądają po prostu dość ubogo. Dzięki dodaniu możliwości wyboru jednego z trzech stopni trudności nawet początkujący platformówkowicze mogą wyszaleć się do woli.
Jako dodatkową atrakcję w programie umieszczono rysunkowy teledysk z filmu. Aby go obejrzeć, wystarczy odczekać chwilę w głównym menu. Cóż tu więcej mówić, jest to doskonały produkt dla gracza w każdym wieku i o dowolnych zainteresowaniach. Świetna zabawa gwarantowana!
Piotrek


Nie wszystkie gry dobrze zniosły przeniesienie w trzeci wymiar. Niektórym, zdawałoby się wypróbowanym tytułom zabrakło po prostu grywalności. Tego błędu starała się uniknąć firma Konarni wydając najnowszą, 32-bitową wersję Castlevanii w klasycznych w klasycznych dwóch wymiarach.
Grając w przeróżne platformówki często nie da się oprzeć wrażeniu, że zostały one napisane wyłącznie z myślą o dzieciach. I chociaż po ten rodzaj gier sięga zwykle gracz w każdym wieku, to w końcu muszą nam się znudzić wiecznie uśmiechnięte mordki bohaterów, brak widocznej przemocy itd. Do tych właśnie użytkowników skierowana jest nowa Castlevania. W myśl starej zasady, że dobry wróg to martwy wróg, wyruszamy na penetrację olbrzymiego zamczyska dokonując przy tym masowej eksterminacji wszystkiego co się rusza i stoi.
Już po pierwszych minutach da się zauważyć, że Castlevania taką typową platformówką na pewno nie jest, wpleciono tu bowiem pewne elementy znane dotychczas tylko z RPG. Mianowicie, nasza postać w miarę postępów w grze zyskuje kolejne levele doświadczenia, a także możemy używać magii. Zdobywamy też różne przedmioty, w które w miarę potrzeby przyodziewamy naszego bohatera. Same czary stają się po niedługim czasie czymś wręcz niezastąpionym. Kiedy na przykład przyjdzie nam zmierzyć się z kilkoma kreaturami naraz i ni jak nie da się ich pozbyć nie tracąc przy tym większości energii, to w takiej sytuacji można zatrzymać czas i popracować trochę bronią konwencjonalną. Dzięki takim rozwiązaniom granie w platformówkę nabrało zupełnie nowego wymiaru!
Jak już wcześniej wspomniałem, poruszamy się po sporych rozmiarów zamku i nie ma co liczyć, że spotka się tam jakichkolwiek przyjaciół. Jedyne, czego można się tu spodziewać to potwory, krew, jeszcze raz potwory… Oczywiście gra się w to świetnie! Nastrój grozy, upiorna muzyka, bogata w szczegóły grafika, wszystko to tworzy atmosferę rodem z Resident Evil czy Legacy of Kain. Oto jest gra, która może wyrwać człowiekowi spory kawałek życiorysu.
Piotrek

Początkowo Resident Evil 2 miał się ukazać już w marcu bieżącego roku. Później słuch o grze zaginął, a według ostatnich informacji Amerykanie dostaną ją w swoje ręce dopiero pod koniec roku 1997. My, Europejczycy, na wersję PAL poczekamy jeszcze dłużej. Wychodząc na przeciw oczekiwaniom licznych wielbicieli gry na całym świecie, firma Capcom zdecydowała się na wydanie odkurzonej nieco wersji pod nazwą Resident Evil Director’s Cut. Program zawarty został na dwóch kompaktach i składa się z czterech pozycji. Na pierwszej płytce umieszczono trzy wersje gry Resident Evil: Original, Beginner oraz Arrange. „Original” to po prostu zwykły Resident, w którego mogli pograć Amerykanie oraz Europejczycy. Co tu dużo mówić, o tej grze napisano i powiedziano już wszystko – przeogromna grywalność, niesamowity klimat, nastrojowa muzyka.
Jeżeli ktoś nie ukończył jeszcze tej jednej z najlepszych (o ile nie najlepszej) gier na PlayStation, to powinien zacząć właśnie od tej wersji. Na starych wyjadaczy czeka „Beginner”. Myślicie, ze amerykański/europejski Resident Evil był straszny, krwawy i brutalny? Prawda jest taka, że dotychczas mogliście pograć jedynie w wersję ocenzurowaną! Prawdziwą wyżywkę mieli jedynie Japończycy grając w swój Bio Hazard. Teraz pełny, kompletny, nieocenzurowany Bio Hazard (czyli po prostu japoński Resident Evil) uderza w nasze konsole. Ci, którzy myślą, że widzieli już wszystko, niech pomyślą raz jeszcze.
Natomiast „Arrange” to właśnie tytułowa wersja reżyserska. Ten sam wspaniały klimat i grafika, ale za to przedmioty i potwory zostały zupełnie inaczej rozmieszczone. Znajdziemy tu nawet kilku nowych przeciwników! Dodano także nowe ujęcia kamery i zmieniono
troszkę muzykę. W „normalnej” wersji gry, po zabiciu ostatniego potwora oraz wysadzeniu rezydencji, wchodziliśmy w posiadanie pewnego klucza. Jeżeli ktoś chciał przejść grę po raz drugi, klucz ten dawał mu dostęp do pomieszczenia, w którym można było się przebrać. Teraz owy pokój będzie dla Chrisa dostępny o wiele wcześniej. Moim zdaniem, nawet dla tych, którzy ukończyli grę Resident Evil już wiele razy, wersja reżyserska może stanowić nowe wyzwanie i na nowo przykuć do telewizora na bardzo, bardzo długo.
Na drugiej płytce wchodzącej w skład zestawu, będziemy mogli zagrać w wersję demo gry Resident Evil 2. Fakt ten dla wielu graczy stanie się zapewne czynnikiem decydującym o zakupie Resident Evil Director’s Cut. Szerzej o drugiej części horroru możecie przeczytać obok.
Piotrek

Resident Evil – gra historia, która pobiła wiele rekordów. I chociaż w wersji europejskiej i amerykańskiej była ocenzurowana przez nielubiane instytucje (spróbujcie zagrać w Bio Hazard, czyli japońską wersję gry), miesiącami zajmowała pierwsze miejsca na listach przebojów. Pierwsze animacje z drugiej części gry firma Capcom przedstawiła na początku roku w Tokyo na targach PlayStation Expo. Wtedy też zapowiadano, że gra ukaże się w kwietniu 1997 roku. Ale niestety, na początku kwietnia przesunięto ten termin na koniec roku. Powodów było kilka, jednym z nich było to, że gra nie zmieściła się na jednym kompakcie. Więc kiedy zdecydowano się dołożyć jeszcze jedną płytkę zorientowano się, że grę można jeszcze bardziej urozmaicić. Rozbudowano więc teren, po którym się poruszamy, dodano wiele nowych budowli oraz animowanych wstawek.
Jeśli myślicie, że pierwsza część była dużo lepsza to co powiecie o drugiej części, w której podobno obszar, dostępny dla graczy został zwiększony o około 50%. Oczywiście gra ukaże się najpierw w Japonii pod tytułem Bio Hazard 2, a w miesiąc później wyjdzie wersja amerykańska (powinno to być około listopada). Oczywiście na naszym rynku, czyli europejskim, gra ukaże się najpóźniej bo dopiero na początku 1998 roku (miejmy nadzieję, że warto będzie poczekać).
Do gry wprowadzono nowych bohaterów – Leona i Elze, którzy zaczynają misję w Racoon City (Jill i Chris w drugiej części nie występują). Leon jest policjantem w miasteczku, gdzie wybuchła epidemia – dziwny wirus zamienił wszystkich mieszkańców w Zombie. Próbuje się on wydostać z posterunku i zbadać co się stało. Elza natomiast uciekła z rodzinnego miasteczka aby rozpocząć „lepsze życie” i nieszczęśliwie trafiła do feralnego miasteczka. Instynktownie więc próbuje dotrzeć do komisariatu, gdzie oczekuje pomocy od naszego oficera. Misja obu bohaterów polega na tym, żeby odnaleźć ludzi odpowiedzialnych za wirus oraz odszukać jego kod genetyczny.
Zwiększono też poziom trudności gry, bo jeśli w pierwszej części atakowało nas 2-3 potworów, to w drugiej części średnio ma być ich siedmioro. Każdy z nich posiada swoją „osobowość”, jedne będą do was podchodzić a inne będą biec, chcąc jak najszybciej rozerwać was na strzępy (nie wspominając już o psach, które mają być jeszcze groźniejsze).
Zombie będą chować się w przeróżnych miejscach, przykładowo za drzwiami, pod schodami – wyobraźcie sobie sami, otwieracie drzwi, a tu znienacka wyskakuje, przepełniony nienawiścią, zombie. Jeszcze jedno – kiedy strzelicie ze śrutówki do zombie, to jego dolna połowa zostanie na ziemi, a górna będzie się czołgać aby was dopaść (smacznego…).
Podobno Resident Evil 2 ma być tak mocny, że nawet Freddy Kruger schowałby się ze strachu, heh… Stan energi życiowej będzie teraz bardziej widoczny. Mianowicie ubranie, w którym będą poruszać się nasi bohaterowie, będzie się zmieniać w zależności od jej poziomu. Kiedy będzie jej mało to kombinezon bodzie podarty, a spod niego wypływać będą stróżki krwi. Poziom trudności wzrósł także poprzez zwiększenie ilości zagadek oraz ich stopnia trudności (ale powinny one być bardziej realistyczne). Jestem bardzo ciekawy jak wyglądać będzie efekt końcowy gry, chociaż myślę, że ludzie z firmy Capcom znów wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności i gra znów wszystkich zaskoczy. Nam pozostaje jak zwykle cierpliwie czekać i czekać i czekać…
Aju & Celic

Praca najemnika to ciężki kawałek chleba – dyspozycyjność przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, szkodliwe warunki pracy i brak świadczeń socjalnych, że nie wspomnieć o wykonywaniu tak zwanej „mokrej roboty”. Ale gdy trafi się okazja zarobienia paru milionów dolarów (tak na początek) i dowodzenia wielotysięczną armią w światowym konflikcie, nie można takiej szansy zmarnować.
No tak, ale jest mały szczegół – w prasie codziennej próżno szukać takich ogłoszeń w rubryce „dam pracę”. Wojny o dominację nad światem, odpukać, też nikt nie toczy. Ale prawdziwy najemnik musi ćwiczyć swoje umiejętności, szczególnie jeśli jest strategiem do wynajęcia. Cóż wtedy robi? Kupuje PSXa i grę Command Conquer, która umożliwi taką zabawę już dziś! Wprawdzie jest jeden mankament – wirtualny najemnik jakim się staniemy, zarobi tylko wirtualne pieniądze, ale przynajmniej nikt nie będzie się nas pytać, czy przypadkiem skończyliśmy West Point. Wystarczy włożyć jedną z dwóch płytek gry do konsoli i usiąść wygodnie w oczekiwaniu na intro. I prosimy nie regulować odbiorników :).
Wszystko rozpoczyna się od wybrania strony, którą będziemy wspierać w walce o dominację nad światem i jego największym skarbem – niewielkiej zielonej roślinki – minerału pod nazwą Tyberium. ,,Dobrzy” w tej grze to (GDI Global Defense Initiative), a „źli” to (Brotherhood of NOD). Pewnie większość z Was od razu złapie za drugi krążek, którego uruchomienie udostępnia nam grę Rebelią NOD (Ciemna Strona Mocy i takie tam :), ale zastanówcie się… Rebelia z biegiem gry okazuje się raczej Świętą Wojną fanatyków, a gracz (czyli dowódca oddziałów) musi wykonywać rozkazy Setha (fajne imię nie? – to ten łysy w berecie z antenką :). Warto zagrać obiema stronami, to jakby dwie różne gry, dwa zestawy piętnastu misji do wykonania (plus dodatkowe sześć, specjalnie w wersji na konsole).
Na PlayStation nie ma wiele strategii, a ta z pewnością jest jedną z najlepszych, więc powinniśmy się cieszyć, że Westwood Studios zrobiło jej konwersję – zresztą bardzo udaną. Może tylko przydałaby się opcja zwalniania gry (bo na PSXie działa trochę za szybko) dopóki na ekranie nie ma zbyt wielu oddziałów, ale można się do tego przyzwyczaić i przy okazji wyrobić sobie refleks :). Sterowanie za pomocą pada nie jest może tak wygodne jak myszką, ale kilka klawiszy pozwała na szybkie przełączanie opcji. Nieco denerwujące jest też czasem wyłączanie się zaznaczonych jednostek przez przypadkowe kliknięcie, gdy tymczasem obok toczy się walka.
Dużym plusem i urozmaiceniem jest stopniowe wprowadzanie jednostek do walki – z misji na misję. A jest tego sporo: zwykli żołnierze z karabinami, z wyrzutniami, rzucający granaty, czy siejący ogniem z miotaczy. Potem pojawiają się jednostki zmechanizowane: auta pancerne, czołgi, pionowzloty (takie helikoptery odrzutowe), jeszcze większe i silniejsze czołgi… Również różnorodność budynków zwiększa się prawie co misję. Pod koniec mamy nie tylko przetwórnię Tyberium, koszary, elektrownię i Construction Yard, ale i fabrykę sprzętu latającego, ciężkiego, warsztat naprawczy, wieżyczki, różnego rodzaju zapory (płoty, mury, barykady) i wreszcie największe zabawki: orbitalne działo i bombkę atomową.
Jednak to, co będziemy posiadać, zależy od strony, którą gramy. GDI i NOD mają bowiem różny wybór broni – dla przykładu Rebelia dysponuje żołnierzami (i pojazdami) miotającym ogień, a GDI ich nie posiada. Ale za to jakie ma czołgi!
Dużym plusem tej gry jest też ciekawy pomysł świata, w którym się dzieje akcja. Światowy konflikt o wpływy i złoża Tyberium w niedalekiej przyszłości wydaje się bardzo realistyczny, zwłaszcza gdy gramy w znajomej okolicy, czyli w Polsce (jakże! to jedna z pierwszych misji).
Świetnie skonstruowana jest te intryga – poprzez długie, szczególnie jak na strategie – sekwencje filmowe, dowiadujemy się powoli wielu ciekawych rzeczy. Bardzo podobał mi się na przykład wygląd naszego generała (tego, który wydaje nam rozkazy) po nastej misji – nieogolony, z wyrazem zmęczenia na twarzy – aż chce się skończyć grę, żeby mu tego oszczędzić… Również druga strona jest ciekawa, ale grając NOD, zdajemy sobie sprawę, że Seth jest kimś innym, niż się wydaje na początku. Gdy otrzymujemy od niego rozkazy, mamy wrażenie, że nie trafiliśmy do siedziby przywódcy rebeliantów (swoją drogą niezła siedziba – właściwie to pałac), ale do gabinetu hipnotyzera. A gdy już przyjdzie nam oglądać zakończenie… No dobrze, nie będę opowiadał całej fabuły, bo przecież to Wasze zadanie polega na tym, żeby wygrać tę wojnę :).
Jest jeszcze jedna sprawa warta zauważenia (właściwie zależy jak to traktować: albo jak poważne utrudnienie gry, albo jak denerwujące zaniedbanie twórców) nie można nagrać sytuacji w czasie walki, a jedynie po przejściu misji dostajemy kolejne kody. A wyobraźcie sobie że właśnie zbudowaliście całkiem przytulną bazę z niezłą załogą i teraz zastanawiacie się, jak dobrać się przeciwnikowi do… Construction Yard. Nie ma mocnych – albo się da, albo trzeba będzie zacząć misję od nowa. Powoduje to, że w C&C można pograć sobie trochę dłużej, niż by się wydawało – czyżby twórcom gry na tym właśnie zależało? To ja już wolę mieć alternatywę: zapisywać, albo nie.
Przecież całkiem spora ilość graczy ma memory cardy. A tak trzeba uzbroić się w cierpliwość… i mieć nadzieję, że elektrownia nie wyłączy prądu :).
A teraz generałowie, marszałkowie . Hmmm, to nie ta bajka. Po prostu do działa, znaczy się do joypada. I pamiętajcie – nie brać żadnych jeńców!
Yoyo


Jedną z najważniejszych cech każdej gry jest fabuła. Autorzy gier prześcigają się aby stworzyć jak najlepszą, co nie zawsze przychodzi im z łatwością. Lecz zawsze istniał taki rodzaj gier, który brał swą osnowę z filmów. Gra taka miała zapewnioną sprzedaż już dzięki samemu tytułowi, przynajmniej z takiego założenia już od jakiegoś czasu wychodzi firma Acclaim, kupując licencje od producentów z branży filmowej. Jak film był dobry to pewnie i gra będzie niezła – twierdzili kupujący, często jednak byli w błędzie. Grą tego typu jest DragonHeart. Oparta jest ona na filmie, który pamiętacie zapewne pod nazwą „Ostatni Smok” (Polacy to potrafią tłumaczyć).
Osobiście film podobał mi się, mimo iż oglądałem wersję z polskim dubbingiem (dubbing suxx), lecz o grze nie można powiedzieć aż tak wiele dobrego, choć nie jest ona też najgorsza. Gra raczej swobodnie opiera się na scenariuszu (czego można było się spodziewać po platformówce).
Intra gry właściwie nie ma, należy uruchomić grę i … Jest sobie chłopek z mieczem, w tle jakiś tam lasek, wszystko digitalizowane i wygląda całkiem ładnie. Ale przejdźmy dalej. Naciskamy na pada i nasz chłopek idzie w prawo, animacja niczego sobie, idziemy dalej i jest inny gość, niestety nastawiony raczej wrogo. No to ciach mieczykiem w łeb i już leży, a krew tryska z jego ciała. Dalej są drzewa do po przeskakiwania i inne przeszkody oraz spora liczba naprzykrzających się ludzików. No doszliśmy do końca i… mamy kolejny level. Co nowego??? Nic, inne tło i koniec. Znowu musimy pomachać mieczem i kończymy level. Tym razem na końcu musimy powalczyć ze smokiem. I znowu level, gdzie idziemy w prawo, potem smok, potem w prawo itd. I w tych kilku zdaniach można przedstawić całą grę, z filmem za wiele wspólnego to ona nie ma.
Teraz coś na temat oprawy – grafika raczej mierna, czasami lepsza czasami gorsza (spójrzcie na screen ze smokiem – przecież ten smok to garstka wyraźnie widocznych pikseli), z dźwiękiem raczej nie najlepiej, a z muzyką to na pewno im nie wyszło.
Jeżeli coś powiedzieć na temat grywalności to pograłem w to przez kilka dłuższych chwil i to wszystko. Jednym słowem gra nie jest niczym specjalnym (nawet jeśli chodzi o platformówki), można było się postarać, ale aby były gry dobre muszą niestety być i te gorsze. Grę trudno komuś polecić, chyba że ktoś lubi tego typu akcję. No i jak już napisałem wcześniej tytuł robi swoje i gra mimo to, że nie jest hitem sprzedaje się nieźle.
Szufelka


… siedział przyczajony pod drzwiami. Adrenalina błyskawicznie rozchodziła się po jego ciele. Każdy szmer, każdy hałas od razu przywoływał w jego wyobraźni koszmarne obrazy, w większości których ginął w straszliwych męczarniach. W rękach dzierżył karabinek pulsacyjny z znalezionym w pomieszczeniu celownikiem laserowym. Spojrzał na wskaźnik amunicji… 45 sztuk. To nie za wiele – pomyślał i przełknął ślinę. Nagle z korytarza wypadło coś, co przypominało skrzyżowanie snu opętanego naukowca z obcą istotą. Przypominało pająka… miało cztery nogi i twarz człowieka!!!
Nagle opętała go panika, skierował lufę swojej broni na obce stworzenie i zaczął strzelać raz za razem krzycząc „DIE, YOU MOTHER FUCKER!!!”.. bez opamiętania pociągał za spust licząc w myślach tych wszystkich przyjaciół których utracił. W takt wystrzałów pomieszczenie rozbłyskiwało setką świateł, a obcy stwór podskakiwał od razów wiązek energii wbijających się w jego odwłok. Wreszcie eksplodował ochlapując pomieszczenie i wizjer strzelca swoją krwią.
Strzelec dopiero po chwili zorientował się, że obce stworzenie praktycznie nie istnieje, a on tylko marnuje amunicje. Opuścił broń i oparł się o ścianę ciężko dysząc. To się musi wreszcie skończyć – pomyślał – a ja pomogę zniszczyć to piekło. Wreszcie wyprostował się, przeładował broń, ścisnął mocniej kolbę i ruszył do boju…
Kiedy parę dni temu kumpel zaprosił mnie do siebie mówiąc o super świetnej doomowatej grze, raczej mu nie wierzyłem. Nie myślałem, że może być bardziej klimaciarska i wprowadzająca w nastrój grozy gra od Alien Trilogy (pamiętacie jak graliście w nocy, a nagle zza zaułka wyskakiwał na was obcy??? To było uczucie co? Serca podskakiwało aż do gardła…). A jednak myliłem się Chłopcy z Psygnosis, których szanowałem już za gry na Amisie, po raz kolejny nie odpuścili sobie i stworzyli kawałek świetnego softu do grania. Jak ktoś jeszcze się nie domyślił, to chodzi tu o grę TENKA – kolejny bardzo udany klon gier stylowanych na pecetowego dooma.
Do gry wprowadza nas klimatyczne, wspaniałe intro które spowodowało u mnie opad dolnej szczęki na wysokość kolan. Dziwne, mroczne,
psychodeliczne. Intro, które powaliłoby nie jednego człowieka (jak oni u diabła zrobili ten dym, lub płomienie???) pomysłem, a także wykonaniem. Rozbrzmiewająca w około mnie muzyka (wiadomo Surround) zaczynała powoli mnie zabierać w swój piękny niebezpieczny świat przygody. Grę zaczynamy posiadając niewielki karabinek, ale wraz z rozwojem akcji zaczynamy upgrade’ować nasz arsenał… celownik laserowy, miny, „pluskwy”. Z czasem zaczynamy dostawać coraz lepsze narzędzia totalnego zniszczenia – laser, laser o podwójnej mocy, wyrzutnia rakiet oraz jeszcze kilka innych zabawek, które spowodują u niejednego gracza sadystyczny uśmiech na twarzy.
Jednak nie cieszcie się za bardzo. Amunicja szybko się kończy, obcych do zabicia jest coraz więcej, a wraz ze wzrostem ilości obcych są oni coraz bardziej wytrzymali na nasze strzały, są coraz sprytniejsi. Nie wystarczy strzelać gdzie popadnie, bo taka taktyka szybko przeniesie nas do krainy wiecznych łowów, gdzie takich łosiów jak my jest pełno. Tutaj trzeba mieć jakąś strategie. Z futurystycznych korytarzy, pełnych monitorów, elektroniki, obcych działek laserowych i latających maszynek ziejących do nas ogniem, z czasem przenosimy się do podziemnych korytarzy pełnych niesamowitych malowideł na ścianach i innych miejscach. To po prostu trzeba zobaczyć, bo tego nie da się opisać. W około czuje się ciągle to „coś” co nie pozwała nam oderwać się od telewizora. Nieraz wpatrując się w te psychodeliczne twarze na ścianach i słysząc z głośników ni to wycia nieokreślonych stworzeń, ni to płacze, przejdą was dreszcze. Jeśli na początku gry się nie boicie, to jak mawiał Yoda „Będziecie się bać, będziecie…”
Wspaniała grafika, animacja, dźwięk i muzyka powodują, że wraz z upływającym czasem człowiek zaczyna się utożsamiać z bohaterem gry, a czas zaczyna płynąć jak szalony. Płynące z kolumn dźwięki techno powodują ,że zaczynamy odczuwać emocje, podniecenie, a nawet strach. Z czasem techno przechodzi we wspaniałe riffy gitarowe, które także pomagają nam się wczuć w akcje gry. Jeśli chodzi o grafikę to jest ona bez zarzutu. Tekstury są oryginalne i nie powtarzają się, a co najważniejsze nie ma tu przesycenia kolorami szarości i brązu, jak to się miało w innych grach tego typu. Tutaj otoczenie pulsuje kolorami jeszcze bardziej wspomagając efekt realizmu. Sterowanie naszym bohaterem nie powinno nastręczać wam żadnych trudności, gdyż jest proste i łatwe do zapamiętania. Mamy tu wszystkie podstawowe niezbędne do „przeżycia” czynności, czyli bieganie, schylanie się, strafe’owanie.
W TENCE zostało umieszczonych kilka nowinek technicznych, których brak w innych grach. Jedną z nich są tzw. „pluskwy”. Co to jest? A pamiętacie OBCY – 8 pasażer Nostromo? To pewnie także pamiętacie, jak w końcowych sekwencjach Ripley podczas swojej „wyprawy” po Nuud rzucała na ziemie co jakiś czas mini flary, żeby nie zgubić drogi. Tak, te „pluskwy” to inaczej mini-flary. Twórcy gry zadbali także, aby spotykane stworzenia nie były głupie i nie zabijało się ich za łatwo. Gdy nas zauważy jakiś stwór to pędzi w naszym kierunku, ale nie po linii prostej, a zygzakując, utrudniając nam zestrzelenie go. Poza tym trafienie w któreś z odnóży obcego nie zawsze go zabija. W ten sposób tylko go ranimy, a stwór nadal do nas dąży na pozostałych odnóżach.
Grafika, muzyka, animacja to jednak nie wszystko. Aby od gry nie można było się oderwać musi ona posiadać coś takiego jak „grywalność” i klimat. A tego mamy tu pod dostatkiem. Gdy zasiadamy do tej gry po raz pierwszy to z minuty na minutę, nie możemy się od niej oderwać, przestajemy postrzegać otoczenie, a widzimy i czujemy tylko korytarze, obcych i nasze bijące serce. Nie raz podskoczyłem i serce mi podeszło do gardła, gdy nagle wypadało na mnie grono obcych szwargocząc w swoim języku. Czasami wydaje się, że w następnym korytarzu będzie pusto i chwila spokoju, gdy znienacka coś na nas wyskakuje, a wtedy pozostaje nam modlić się aby w naszej broni było chodź kilka sztuk amunicji.
Podsumowując, TENKA jest wspaniałym produktem wartym każdych wydanych na nią pieniędzy. Super muzyka, wspaniała grafika i super grywalność gwarantują wiele godzin, co ja mówię, dni, wspaniałej rozrywki. Tak więc jak będziesz miał możliwość zakupu tej gry to nie wahaj się ani chwili, gdyż świat czeka na uwolnienie.
Na zakończenie kilka rad od wujka Playera, abyście przeżyli trochę dłużej niż kilka minut:
1. Oszczędzajcie amunicje jak możecie bo Tenka to nie magazyn pełen magazynków do naszej super broni.
2. Zachowujcie zimną krew przy strzelaniu i czekajcie, aż celownik namierzy obcego i błyśnie. Wtedy możecie być pewni 100% celności.
3. Obserwujcie skaner, a uratuje to wam nie raz życie.
4. W nieznane korytarze wchodźcie schyleni i powoli. Nie raz zdarzyło mi się wpaść z rozpędu w jakiś korytarz, a tam czekało na mnie kilka pajączków i działek.
5. Celujcie tylko w głowę, a wtedy wystarczą tylko 2, 3 strzały aby zabić obcego. Gdy traficie w inne miejsce tylko go rozwścieczycie, a wtedy trzeba będzie władować dużo więcej amunicji w jego ciało.
6. Nie dajcie się zauważyć. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale autorzy gry zatroszczyli się o coś takiego jak efekt zaskoczenia. Gdy stwór nas nie widzi to nas nie atakuje, a wtedy można go od tyłu, cicho, zlikwidować.
7. Czasami nie wystarczy zniszczyć fotokomórki aby obce działo przestało nas używać jako swojego głównego celu, więc gdy możecie to likwidujcie wszelkie obce działka laserowe.
Player

[dopisek autora bloga: tutaj najprawdopodobniej wkradł się błąd w „oceniaczkę”, wszak w recenzji czytamy same zachwyty, a tu tylko „trójka”.]

W zamierzchłych czasach, gdy Amiga 500 była bardzo popularnym komputerem, a na rynku trzymały się jeszcze ośmiobitowce, pojawiła się gra LOST VIKINGS. Zaskoczyła ona graczy bardzo oryginalnym pomysłem. Obejmowało się kontrolę nad grupką trzech wikingów, których trzeba było przeprowadzić przez kilkadziesiąt etapów, wykorzystując indywidualne umiejętności każdego z wojów. Gra posiadała dobrą grafikę i przede wszystkim, olbrzymią miodność. Niedawno firma INTERPLAY zdecydowała się ku uciesze wszystkich fanów wydać sequel do LOST VIKINGS.
Gra należy do gatunku logiczno-zręcznościowych i jest rozwinięciem części pierwszej. Dzielni Skandynawowie wskutek dziwnych wydarzeń zostają rzuceni w nieznane, tajemnicze miejsce. Na wojów czeka ponad trzydzieści etapów, na których będą musieli sporo nabiegać się w poszukiwaniu elementów wehikułu czasu lub składników czaru.
Najbardziej charakterystyczną cechą tej gry jest to, że działamy grupą bardzo odmiennych postaci. Każdy z wikingów posiada własne, specjalne zdolności. Erik the Swift może wykonywać podwójne skoki, pływać pod wodą i używać głowy jako tarana do rozbijania murów. Baleog the Fierce posiada miecz służący do wiadomych celów oraz wyposażony jest w bioniczne ramię, umożliwiające mu pokonywanie niektórych rozpadlin, przełączanie przycisków i pacyfikację wrogich kreatur. Olaf the Stout może się zmniejszać, a jego tarcza, oprócz celów czysto defensywnych, może być wykorzystana jako spadochron lub stanowić podstawkę dla Erika. Na dodatek Olaf ma wiatry, które może kontrolować – dobrze użyty bąk pozwali mu przeskoczyć nad przepaścią (zasada odrzutu) lub wykorzystując jego destrukcyjne działanie, zniszczyć podłoże. Przed graczem staje trudne zadanie racjonalnego wykorzystania zdolności każde go z wikingów. Śmierć któregokolwiek z nich kończy rozgrywkę, więc działania trzeba planować pod kątem całej drużyny.
Aby urozmaicić (i jednocześnie utrudnić) zabawę, na niektórych poziomach autorzy oddają nam do dyspozycji dwie nowe postacie. Są nimi smok Scorch i wilkołak Fang. Scorch potrafi latać i ziać ogniem, Fang skakać po ścianach i atakować pazurami.
Kolejnym miłym gestem ze strony producentów jest dobrze wyważony stopień trudności Początkowe etapy delikatnie uczą prawideł rządzących rozgrywką oraz zasad używania zdolności bohaterów. Jednak w pewnym momencie gracz zostaje odcięty od przydatnych helpów i zaczyna kombinować na własną rękę. Gra staje się coraz trudniejsza i dalsze etapy stanowią wyzwanie nawet dla zaawansowanych graczy.
Swe zmagania będziemy toczyć na zróżnicowanych planszach. Od strony graficznej gra wygląda całkiem dobrze, chociaż próżno szukać tu wielkich fajerwerków graficznych czy trzeciego wymiaru. Dokładnie wykonane, renderowane tła cieszą oko i utrzymują dobry poziom. W trakcie rozgrywki towarzyszy nam wspaniała muzyka. Utwory skomponowane dla tej gry są jednymi z lepszych jakie ostatnio słyszałem – nie nudzą się nawet na chwilę i idealnie komponują się z klimatem gry. Jednak najlepiej prezentują się rozmowy toczone pomiędzy postaciami. Aktorzy podkładający głos idealnie wczuli się w swoje role i potrafią powalić na kolana nie tylko treścią, lecz także intonacją i zabarwieniem emocjonalnym (wystarczy posłuchać czasami Olafa, by zrozumieć co mam na myśli). Polecam zwrócić uwagę na głos Scorcha, który do złudzenia przypomina głos Sean’a Connery – czyżby aluzja do filmu „Ostatni Smok”?
LOST VIKINGS 2 jest grą bardzo wyważoną. Dobra oprawa audio-wizualna, wysoka grywalność i duża dawka humoru przyciągają do tej gry. Miłośnicy pierwszej części i fani gier logiczno-zręcznościowych (choć nie tylko oni) na pewno poczują się usatysfakcjonowani.
Kali


Posiadacze PlayStation muszą być szczęśliwymi ludźmi. Najlepsze firmy robiące gry (Namco, Konami, Capcom, Eidos, Square i inne) traktują PSX’a jako bardzo ważną część rynku i decydują się wydawać swoje tytuły właśnie na tą platformę. Jednak istnieją inne, też wspaniałe firmy, które na PSX’a nie wypuszczą nawet najgorszej gry. Do tych firm należą oczywiście Nintendo i Sega (choć nie tylko).
Dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy w reklamie RayStorm’a ujrzałem logo firmy Working Designs, firmy związanej głównie z Segą (spod jej ręki wyszły kultowe wręcz rolpleje). Ku zaskoczeniu wszystkich, Working Designs zapowiedziała zakończenie wydawania gier na Saturna (jej ostatnimi grami na tę konsolę mają być Albert Odyssey, Sega Ages, Magic Knight Rayearth i Lunar Silver Star Story Complete). W produkcji już znajduje się gra RPG na PSX’a, tymczasem możemy pograć w RayStorm, grę na licencji Working Design.
RayStorm jest strzelaniną w stylu Swiv’a czy Raiden’a – u dołu ekranu znajduje się statek, który nieustannie leci przed siebie i wymiata z wszystkiego, co ma na pokładzie do nadlatujących zewsząd przeciwników. Brzmi banalnie? I tak jest, choć w przypadku RayStorm’a oznacza to potężną dawkę miodności, okraszoną rewelacyjną grafiką i muzyką.
Grafika w grze to istne cudo. Wszystkie obiekty (łącznie z tłem) są trójwymiarowe i zachwycają perfekcyjną dokładnością wykonania. Olbrzymie wrażenie robią Bossowie znajdujący się na końcach każdego z etapów. Przeciwnicy mogą znajdować się na różnych wysokościach, co doprowadza do sytuacji w stylu: jesteś zajęty walką z jakimś latającym robotem, lecz kątem oka dostrzegasz wrogą eskadrę, która przelatuje pod tobą, robi pętlę i wchodzi na kurs kolizyjny z tobą. Dodatkowo, w tym samym momencie, czołgi jadące ulicą w głębi ekranu otwierają do ciebie ogień, a wieżyczka rakietowa, która przed chwilą wynurzyła się z pobliskiej platformy, rozpoczęła namierzanie cię. Tylko prosi się o możliwość wlecenia pomiędzy budynki, by mózg zaznał niewysłowionej przyjemności.
Nowością jest ruchoma kamera. Chociaż nasz pojazd widzimy przez prawie cały czas z góry, jego droga często zakręca we wszystkie kierunki potęgując doznania wzrokowe. Nie zapomnę wrażenia, jakie zrobił na mnie potężny wodospad z trzeciego etapu – w momencie, gdy nadlatywałem nad jego skraj, mój pojazd zaczął lecieć w dół, czemu oczywiście towarzyszyła zmiana kąta patrzenia. Wykonanie etapów też ukazuje kunszt grafików. Potyczki w polu asteroidów, walki z wrogą flotą w przestrzeni kosmicznej, gdzie nasz statek lawirując pomiędzy wielkimi statkami obcych na moment kieruje się w stronę Ziemi, czy przelot nad zalanym fragmentem Francji, w którym pod wodą widać dachy wieżowców. Jedne lepsze od drugich, a wszystkie bardzo kolorowe i robiące wrażenie. Muzyka towarzysząca stoi na wysokim poziomie. Spokojne (?) techno pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, aczkolwiek twórcy mogli zdecydować się na dynamiczniejsze, acid’owe klimaty.
RayStorm jest prawdziwą gratką dla fanów zręcznościówek. Wspaniale rozwiązany system namierzania potęguje miodność, która jak na produkt, gdzie w pewnych momentach eksplozje i pociski zasłaniają pół obrazu, jest naprawdę wysoka.
Kali


Był grudzień 1996 gdy w kinach pokazał się film „Kosmiczny Mecz”. Nie wiedziałem cóż to za film dopóki ktoś nie powiedział, że gra tam królik Bugs, kaczor Daffy i reszta ekipy z Warner Bras. Zdecydowałem się pójść na to, a moim oczom ukazała się postać Michaela Jordana, wkomponowana w bajkę dla dzieci. Film był rzeczywiście ciekawą pozycją (gdyby nie dubbing – Niemcy to muszą mieć świra oglądając takie coś codziennie) co później wyszło na listach kinowych gdzie film ten zdobył sobie największą liczbę widzów. No cóż, należałoby zrobić grę aby z jednego pomysłu było więcej kasy. I tak powstała pseudo koszykówka o nazwie „SPACE JAM”.
Dla fanów kosza nie jest to zbyt ciekawy produkt, jednak miłośnicy bajek Warnera, a co za tym idzie tego typu humoru, znajdą tu troszkę zabawy. Na początku możemy wybrać pojedynczy mecz lub cały turniej, w których to możemy grać drużyną kosmicznych potworów lub naszymi ulubieńcami z ekranu. Potworki są powyginane, powykręcane i w ogóle zakręcone, zaś w drugiej drużynie znajdziemy Michaela Jordana oraz królika Bugsa, kaczora Daffyego, świnkę Porky, kota Sylwestra, Diabła Tasmańskiego, Kojota, Sama i całą resztę. Wybieramy sobie dwie lub trzy postacie (w zależności od tego jak ustawimy wcześniej) i przystępujemy do rozgrywki.
„Graficzka” jest zdecydowanie odjazdowa, kolorowa i starannie dopracowana. Mecz przeplata się z różnymi zręcznościowymi wstawkami gdzie Daffy zbiera buty w pokoju Jordana, Bugs szuka wody po szafkach itp. Zasady kosza zostały tutaj zdrowo naciągnięte, a przewinienia są na porządku dziennym. Animacja postaci jest nawet do przyjęcia, lecz kryje się w porównaniu do ilości możliwych ruchów każdej postaci. Wsady, zbiórki i inne towarzyszące koszykówce czynności są dla każdej postaci inne. Wszyscy zawodnicy wyprawiają niesamowite cuda takie jak skaczą po sobie, gryzą, kopią, ciągną za spodenki, walą po głowach i jeszcze mnóstwo tego typu zagrań. Dzięki temu gra jest przesycona humorem, który chyba jest ważniejszy od samej gry. Sam grałem, zmieniając skład drużyny jak szalony właśnie po to aby zobaczyć kolejne ukryte jeszcze animacje następnych postaci.
Na koniec wspomnieć wypadałoby o tym co wydobywać się będzie z głośników. Otóż w czasie meczu komentator na bieżąco informuje o wyniku, a także podnieca się co ciekawszą akcją. Jeżeli chodzi o oprawę audiowizualną to jest ona dobra. Nie jest to koszykówka na wysokim poziomie, to po prostu taka zręcznościówka. To co można powiedzieć na pewno to to, że tyle humoru w grze zdarza się naprawdę rzadko.
Szufelka


Długo oczekiwana konwersja Street Fighter EX z automatu na PSX już jest! Trójwymiarowa wersja jednego z najwspanialszych mordobić rozpoczyna podbój konsoli PlayStation. Panowie z firmy Capcom zdecydowali się wydać tą grę w wersji exclusive, co oznacza, że posiadacze innych platform (Nintendo 64, Sega Saturn) nie ujrzą jej na swoich maszynkach.
Wersja na PSX’a jest najlepszą wersją tej gry i przebija nawet automatowy upgrade (Street Fighter EX Plus)! W stosunku do oryginału poprawiono grafikę (nowe kolory i lepsza animacja), zwiększono liczbę Special’i i Super Combos’ów, oraz dodano ponad 10 nowych postaci.
Na początku, do dyspozycji gracza oddanych zostaje 19 zawodników, choć możliwe jest uzyskanie jeszcze kilku ukrytych postaci. Oprócz znanych z poprzednich części cyklu Street Fighter (Zangief, Ryu, Ken, Chun-Li, Guile, Dhalsim, Sakura, Akuma, Mr.Bison, Evil Ryu), w trakcie walki możemy ujrzeć zupełnie nowych wojowników.
Najbardziej obawiałem się tego, że przeniesienie gry w trzeci wymiar zmieni system walki i Street Fighter straci swoją moc. Na szczęście moje obawy były niepotrzebne. Autorzy przenieśli wszystkie znane ciosy i oparli technikę walki na systemie podobnym do użytego w Street Fighter Alpha 2, choć zdecydowano się na przeprowadzenie kilku istotnych zmian. W miejsce Custom Combo wprowadzono nieblokowany cios ogłuszający (trafiony przeciwnik przez chwilę jest zamroczony i odsłonięty na wszelkie ataki) oraz zmodyfikowano nieco Super Combos – pozostawiono wprawdzie trójstopniowość wskaźnika, jednak nie można już wykonywać Combos’ów z drugiego i trzeciego poziomu (chociaż niektóre comba, np. Akumy, wymagają nabitych trzech poziomów). Zamiast tego otrzymujemy możliwość łączenia Super Combos’ów. Zmieniono też niektóre ciosy specjalne, np. Hurrican Kick Ryu i Ken’a jest teraz trudniejszy do wykonania, za to można go zrobić nie tylko w bok, lecz także pod pewnym kątem w górę lub też przerwać w połowie. Łączenie Super Combos’ów sprawia, że kilkunastociosowe sekwencje stają się chlebem powszednim BARDZO sprawnych graczy, gdyż najtrudniejsze kombosy przeznaczone są dla prawdziwych maniaków. Opanowanie ich zajmuje dużo czasu, jednak satysfakcja płynąca z wygranej walki zakończonej potężnym kombosem jest zaiste, olbrzymia. Pod względem ciosów i kombosów nowa wersja jest dużo bardziej złożona niż Street Fighter Alpha 2.
Kolejną zmianą jest wyrzucenie Alpha Counter. W ich miejsce rozbudowano występujące już wcześniej Reversal’e. Fan poprzedniej części może uznać to za dość duży błąd.
Graficznie gra prezentuje się rewelacyjnie. Wszystkie trójwymiarowe postacie wykonane są bardzo dokładnie – zadbano o najdrobniejsze szczegóły ubioru wojowników (widać nawet podskakujący naszyjnik Akumy, który może rozsypać się po mocniejszym kombosie).Grze towarzyszą bardzo dobre efekty świetlne, rozbłyski fireball’ów oświetlają postacie, Dragon Punch Ken’a zostawia za sobą iskierki, a w trakcie ogłuszania przeciwnika, lub robienia Super Combos’a ekran na chwilę ciemnieje. Na dodatek niektóre ciosy potrafią na chwilę podpalić przeciwnika.
Wspaniale prezentują się plansze, na których przyjdzie toczyć walki. Wykonane są podobną techniką jak w Tekken 2. Pole walki jest prawie nieograniczone, a w tle znajduje się dwuwymiarowy obrazek. Autorzy pokusili się o umieszczenie animowanych obiektów podnoszących atrakcyjność miejsc bitew. W grze można ujrzeć tryskającą fontannę, latające ptaszki i motylki, biegające myszy czy liście spadające z drzew. Przyjemnie zaskoczył mnie deszcz na planszy Ryu, który zaczął padać w chwilę po rozpoczęciu walki. Jednak największe wrażenie robi plansza D.Dark’a, gdzie postacie walcząc w kanale stoją w rwącej wodzie! Animacja postaci jest płynna aż do bólu. Wszystkie ciosy są bardzo dopracowane i wojownicy odpowiednio na nie reagują. Dokładnie widać, czy gość oberwał w twarz, brzuch, nogi, czy został podcięty. Postacie padają nie tylko na plecy, lecz także na twarz (yeah!) lub, po długim locie, na głowę. Od strony graficznej Street Fighter EX Plus Alpha prezentuje najwyższy poziom konsolowych bijatyk 3D i potrafi nawet zadziwić osobę, która widziała TEKKEN’a 2.
Muzyka w grze utrzymana jest w klimacie serii Street Fighter. Odjazdowe, raczej spokojne kawałki wpadają w ucho i idealnie dopasowują się do walki. Jedyna rzecz, która mi się nie spodobała w grze to brak wątka fabularnego, występującego w ostatnich częściach cyklu. Pamiętam, jak w SF Alpha 2 podobało mi się, gdy Ken na końcu gry odnajdywał swego starego przyjaciela, Ryu, by stoczyć z nim pojedynek. W nowym Street Fighter każdy z zawodników na końcu spotyka się z Mr. Bisonem, po pokonaniu którego można obejrzeć nic nie mówiącą wstawkę animowaną. Same wstawki są nieciekawe i panowie z firmy Capcom popełnili błąd decydując się na ich umieszczenie. Dużo ciekawsze były podpisane, zmieniające się obrazki.
Warto też wspomnieć o bardzo dobrze rozwiązanych opcjach. Do dyspozycji gracza zostają oddane różne tryby walki. Oprócz oczywistych Arcade i Versus Mode, można wybrać Team Battle (walka drużynowa), Survival (na jednej, nieznacznie odnawiającej się energii trzeba natłuc jak najwięcej przeciwników), świetnie rozplanowany Time Attack (gra na czas), ewentualnie obejrzeć sobie przykładową walkę (opcja Watch). Udostępniony jest też trening, gdzie wyżywając się na nieblokującym przeciwniku ćwiczy się ciosy i kombosy. Można też rozgrywać trening w opcji Expert, gdzie komputer przydziela nam różne misje (np. zrobić cios specjalny, Super Combo lub skomplikowanego kombosa) o rosnącym stopniu trudności. Najtrudniejsza klasa przeznaczona jest dla prawdziwych mistrzów. Przykładowo, Sakurą atakując z powietrza dać MK, dół + LK LK LK, przód, dół, skos dół-przód + HP, odpalić jedno Super Combo i w jego trakcie dołożyć drugim Super Combo’sem. Banalne?
W nagrodę za wypełniane misje otrzymujemy dodatkowe postacie. Opcje konfiguracyjne są bardzo dokładne i uwzględniają takie szczegóły jak podział rund rozgrywanych przeciwko komputerowi/człowiekowi. Pod względem opcji Street Fighter EX Plus Alpha jest najlepiej przemyślanym mordobiciem. Najważniejszą cechą serii Street Fighter jest przeolbrzymia miodność. W tej sferze nowa wersja nie jest wyjątkiem. Pojedynki rozgrywane z kolegą przynoszą olbrzymią frajdę i stanowią wspaniałą rozrywkę. SF EX+ Alpha grywalnością i głębią przebija nawet Soul Blade’a i jest obok Tekken’a 2 najlepszym trójwymiarowym mordobiciem na PlayStation. Firma Capcom kolejny raz pokazała swą klasę, a dla fanów mordobić szykuje kolejne konwersje z automatów (MARVEL SUPER HEROES, SUPER STREET FIGHTER 2 COLLECTION, X-MEN VS STREET FIGHTER, MARVEL SUPER HEROES VS STREET FIGHTER. Pierwsze dwa tytuły mają swe premiery w USA już w październiku, skąd już tylko krok do Europy).
P.S. Krążą plotki o wersji Street Fighter 3 na PSX, która ma się pojawić w okolicach marca’98. Gra Będzie chodzić na PlayStation 2 (Type C PlayStation) lub na zwykłej PlayStation wyposażonej w upgrade (dodatkowe 4 Mega).
Kali


Jeśli wierzyć wszelakim wizjonerom – którzy tworzą filmy czy piszą książki – nasz stary, dobry, ziemski padół nie ma przed sobą świetlanej przyszłości. W science fiction dominuje wizja efektu cieplarnianego, wielkich aglomeracji miejskich, zatłoczonych przez kłębiącą się masę ludzką, podzieloną na wyższe sfery decydujące o wszystkim, szaraków ciężko zarabiających na pastylki chlebowe oraz skrajnych degeneratów bez czci i wiary strzelających do wszystkiego co się rusza. Opisując świat przyszłości, twórcy gier komputerowych również nie tryskają optymizmem. Hordy ufoków atakujących ziemię, policjanci o hiper-kompetencjach, obłąkani naukowcy pragnący dominacji nad światem czy też zwykła wojna atomowa to tylko niektóre z czekających nas przeżyć.
Syndicate Wars jest grą, która przedstawia opisaną wyżej wizję świata. Oto kontrolę nad wszelkimi organizacjami oraz ludźmi przejęła wielka korporacja, tytułowy syndykat. W pierwszej części gry (Syndicate), która ukazała się zanim jeszcze wynaleziono naszą ukochaną konsolę, gracz za pomocą grupy cyborgów kierował poczynaniami pewnego syndykatu, którego ambicją była osiągnięcie władzy absolutnej i czerpanie zysków z wszystkiego z czego się da. Ponieważ graczom na całym świecie udało się zrealizować ten plan, stare, wyeksploatowane cyborgi mogą udać się na zasłużony odpoczynek, usiąść w bujaku i popijając pyszną oliwę przyglądać się swoim następcom. A jest co robić -okazuje się bowiem, iż w społeczeństwie wykształciła się kasta zdegenerowanych i nieposłusznych obywateli, coś na kształt anarchistycznych cyber-punków, ubierających się ekstrawagancko i wyzywająco, a co gorsza cynicznie częstujących kulką każdego, kto im się nie podoba. Jakby tego było mało, pojawiła się konkurencja w postaci Kościoła Nowej Epoki, którego fanatyczni członkowie posługują się podobnymi metodami i mają równie wredne aspiracje co syndykat. Nie pozostaje więc nic innego, jak zakasać rękawy i, jakby to powiedział Leon, zabrać się do sprzątania.
W tym właśnie miejscu stajemy do gry. W zależności od preferencji wcielamy się w dowódcę oddziału syndykatu bądź też Kościoła Nowej Epoki. Oddział jest typową grupą szybkiego reagowania, wyspecjalizowaną w sabotażach, porwaniach, zabójstwach na zlecenie, czy też masowej eksterminacji. Sterujemy grupą uzbrojonych po zęby cyborgów (cztery biorą udział w bezpośredniej akcji), starając się wykonać cele szeregu misji, które odbywają się w największych miastach świata. Nie można narzekać na jednostajność – czeka nas zabijanie niewiernych, porywanie inżynierów, techników, wykradanie broni, eskorty konwojów, napady na banki, przekupywanie wrogich agentów oraz cała masa innych rzeczy, którymi na co dzień zajmuje się korporacja. Oczywiście nasz oddział nie musi poruszać się tylko piechotą – w olbrzymich miastach często można natknąć się na pojazdy grzecznie zaparkowane przez naiwnych właścicieli – stanowią one szybki i bezpieczny środek transportu.
Jeżeli chodzi o graficzną oprawę gry, to śmiało można powiedzieć, iż powała swoim klimatem. Cała akcja dzieje się w ciemnych miastach, będących skrzyżowaniem tych z „Człowieka demolki”, „Łowcy androidów” czy „Batmana”. Granatowo-żółta tonacja w pełni oddaje świat ciemnych interesów i takowych porachunków. Latarnie dają słabe, żółte światło, mieszające się z purpurą wybuchów i czerwienią krwi na chodnikach. Dzięki kamerze umieszczonej ponad głowami naszego sonder kommando możemy oglądać miasto ze wszystkich stron, wybierając dokładną drogę do pożądanego obiektu. Jakby tego było mało, wraz ze wzrostem zasięgu broni, którą dysponujemy zwiększa się nasze pole widzenia. Miasto tętni życiem. Przechodnie obojga płci podążają do pracy, żon, kochanków, przechodząc przez jezdnię na pasach, bądź przemieszczając się pojazdami przypominającymi luksusowe poduszkowce. Cywile uciekają w panice na widok broni, policjanci reagują ostrzeżeniem oraz ogniem. Trupy leżą we krwi na środku chodnika, nie wzbudzając żadnego zainteresowania wśród zobojętniałej tłuszczy. Jak w życiu.
Konwersja z PC wyszła grze zdecydowanie na dobre – zamiast topornych tabelek otrzymujemy dopieszczony interfejs użytkownika z renderowanymi modelami broni czy też uzbrojeniem oraz genialnie dobraną paletą barw w czasie gry. Muzyka dobiegająca do naszych uszu (chyba, że ktoś ma inaczej) również znakomicie podkreśla mroczny klimat. Ciche, niepokojące kompozycje stanowią świetne tło dla krzyków, jęków czy wybuchów rozlegających się w plenerze. Jeżeli chodzi o klimat, to jednym słowem – bingo. No, to pora by się do czegoś przyczepić, he, he.
Udało mi się znaleźć jedną poważną wadę gry, szczególnie ważną przy początkowych kontaktach z programem – jest to bardzo skomplikowany system sterowania. Często zdarza się, że w ferworze walki trzeba nacisnąć kilka przycisków, by grupa zrobiła to, co powinna – klawisze po prostu się mylą. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest to uciążliwość spowodowana konstrukcją kontrolera, który zbudowany został raczej z myślą o wyścigach czy mordobiciach niż grach typu Syndicate Wars. Aby w pełni cieszyć się grą trzeba poświęcić jej dużo czasu na opanowanie kontrolera (co najmniej 10 go-dzin), lub .. kupić sobie myszkę – po jej podłączeniu bowiem większość kłopotów znika jak ręką odjął.
Inną sprawą jest to, że męczony przeze mnie egzemplarz opracowany był w nieco nieprzyjaznym dla mnie języku – niemieckim – ale to traktuję jako przytyk w stronę mojej niedoskonałości. Jednak w mojej opinii owe zauważone niedogodności nie są w stanie zaważyć na jakości całej gry, dlatego z czystym sumieniem zapraszam was do świata artystów, zabijania, rzeźników do wynajęcia i pirotechników spod ciemnej gwiazdy. Tu można poczuć się panem, decydować o czyjejś egzystencji. Tu tworzysz świat, historię oraz władzę. Tu decydujesz, co jest dobre, a co złe. Tu rządzisz i dzielisz, dajesz i odbierasz – Dla Syndykatu.
VOX


Jeżeli chodzi o gry sportowe to mamy z czego wybierać. Są piłki nożne, koszykówki, hokeje i… kręgle! Tak, tak, kręgle. Ten Pin Alley oferuje nam trzy rodzaje rozgrywek oraz dwa systemy punktowania. Można grać samemu, wziąć udział w turnieju, lub też zagrać drużynowo. Pomyślano także o opcji tworzenia własnych graczy, co pozwała bardziej identyfikować się ze swoim zawodnikiem.
Grafika ogólnie rzecz biorąc jest dosyć surowa. Przedstawiono nam tu tylko to, co niezbędne – gracza, tor i kręgle. Postacie (no i kręgle) są oczywiście trójwymiarowe.
Całość uzupełniają całkiem niezłe efekty dźwiękowe. Jest też trochę humoru, kiedy na przykład zawodnik nie zdąży w porę wypuścić z rąk kuli… Oprócz tego na płytce umieszczono kilkuminutowy film przedstawiający muzeum kręgli w St. Louis. Podsumowując, jest to produkt przeznaczony dla bardzo wąskiej grupy odbiorców. Kogoś niezbyt tym sportem: zainteresowanego (np. mnie) program zupełnie nie jest w stanie zaciekawić
Piotrek

…no, szybciej, ten zielony nas dochodzi… tym zboczem nie pojedziesz, za dużo lodu… będzie duży wyskok, grzej ile możesz, o kurczę przepaść! Musisz trafić na most, mooost!… nie trafiłeś… Taki obrazek to codzienność w Thunder Truck Rally. Jak na razie po wyboistych bezdrożach mogliśmy poszaleć jedynie przy okazji 4×4 HardCore (niezły, ale wybitnie wolny) oraz Test Drive: Off Road (nareszcie nie trzeba było trzymać się ściśle wytyczonej trasy).
Po raz pierwszy jednak na arenę wkraczają te wielkokołowe potwory, które zdarzało nam się już widywać w telewizji, zwykle podczas masakrowania standardowych wyrobów przemysłu samochodowego. Podejrzewam, że wielu z Was pragnęło wtedy zasiąść za kierownicą tej wszechpotężnej maszyny i miażdżyć, niszczyć, taranować wszystko co się pod koła nawinie. No to teraz, dzięki grupie Reflections (Destruction Derby 1&2), macie ku temu okazję. Wybierać możemy spośród dziewięciu kierowców, z których każdy dysponuje oczywiście własnym pojazdem. Te natomiast różnią się między sobą przyśpieszeniem, modelem jazdy, zwrotnością, wagą i wytrzymałością. Polecam znaleźć kompromis pomiędzy dobrym przyśpieszeniem, a odpornością na wstrząsy. Wóz bardzo szybki, ale słabo opancerzony lubi, przy szczególnie karkołomnych trasach, dosyć często ulegać zniszczeniu. Natomiast taka super ciężka, „pancerna krowa”, to już w ogóle nie ma szans na zwycięstwo.
Program oferuje nam dwa rodzaje wyścigów – Circuit Racing oraz Endurance. Zacznijmy od tego pierwszego. Muszę powiedzieć, że nieco się w tym miejscu zawiodłem. Są to zwyczajne wyścigi, po nieźle przygotowanych trasach. Oczywiście możliwe jest korzystanie ze wszelkiego rodzaju skrótów, ale uwaga, ładnych kilka razy zbaczając z głównej drogi właśnie w poszukiwaniu owych skrótów, zdarzyło mi się wjechać w jakąś dziurę, z której w żaden sposób nie dało się wybrnąć. Mało tego, pomimo że wcale nie dodawałem gazu, samochód wierzgał jak szalony. Można się także natknąć na małe kotlinki o stromych ścianach, gdzie łatwo da się wpaść, a potem pozostaje już tylko wycofanie się z wyścigu. Po krótkim treningu możemy wystartować już w mistrzostwach. Zwycięstwo tutaj nie jest sprawą aż tak prostą, nie radzę więc odpuszczać sobie żadnego z wyścigów. Jeżeli po zakończeniu sezonu mamy na koncie wystarczającą ilość punktów, uzyskujemy awans dalej; następny sezon to nowe trasy, wyższy poziom trudności itd. Ostatnim aktem każdych rozgrywek są zawody na stadionie. Wygrywa ten, kto uczyni największe spustoszenie w szeregu równo ustawionych samochodów. Nie wydaje się to trudne, ale konkurenci tez nie śpią, a niektórzy z nich opanowali sztukę niszczenia do perfekcji.
Jednakże gra prawdziwie rozwija skrzydła dopiero w trybie Endurance. Jest to niczym nie skrępowany rajd po malowniczo położonych okolicach. Czekają na nas m.in. tropikalne wyspy i górskie wioski. Stajemy na starcie, a strzałka informuje nas, w jakim kierunku powinniśmy jechać. Po dotarciu do punktu kontrolnego kierunek jazdy może się zmienić nawet o 180 stopni! I oczywiście od naszych chęci, a właściwie parametrów wybranego pojazdu zależy, jaką obierzemy drogę. Można wspinać się na wzniesienia, o centymetry mijać kratery z wrzącą lawą, obierać trasę na pozór nie do przejechania – to wszystko gwałtownie podbija miodność tej gierki. Zdarza się także, że z rozpędu wpadniemy w jakąś przepaść, z której kompletnie nie wiadomo jak się wydostać. Nic straconego, możliwe jest wezwanie na pomoc helikoptera! A na zakończenie sezonu będzie oczywiście szaleństwo na stadionie. Jak już wspominałem niszczenie wozów na czas nie jest dziecinnie łatwe, ale od czego jest w końcu opcja praktyki. Możemy tutaj bezstresowo zapoznać się z obydwoma rodzajami wyścigów, a przy tym przetestować wszystkie dostępne pojazdy.
Ekstra dodatkiem jest także opcja Multiplayer, pozwalająca na zabawę aż dziewięciu graczom. I jeszcze ta świetna grafika. Podczas jazdy można natknąć się na wraki statków, na wpół zakopane w śniegu samochody (cóż, nie każdy ma koła wielkości stodoły), a nawet na posągi rodem z Wysp Wielkanocnych. No i wszystkie obiekty są w pełni trójwymiarowe. Do tego dodano jeszcze pulsującą muzykę Techno (szkoda, że nie coś ostrzejszego) i już mamy najlepsze terenowe wyścigi na PSX’a. Pożycz od rodziców samochód, wprowadź kilka ulepszeń, dorzuć olbrzymie koła a przynajmniej jedno stanie się wtedy pewne – Twoje problemy z parkowaniem znikną raz na zawsze.
Piotrek


Mortal Kombat to było coś. Mimo, że nie należałem (i nadal nie należę) do miłośników serii to muszę obiektywnie przyznać, że MK reprezentował sobą takie cechy jak: świetne wykonanie, szybkość, znakomite poruszanie się postaci. I chociaż firma Midway zaprzecza oficjalnie wszelkim powiązaniom War Gods z nadchodzącym MK4, to wszyscy zainteresowani gracze wiedzą o co w tym wszystkim chodzi.
Po falach krytyki jaka przetoczyła się po salonowej wersji War Gods, gra to zawitała na naszą domową maszynkę. Cóż tu dużo mówić, jeżeli na automatach było to kiepskie, to tutaj wcale nie jest lepiej. Zacznijmy od zawodników. Są oni jacyś „sztywni”, beznadziejnie się poruszają (każdy łazi jak gdyby miał kij wsadzony w wiadome miejsce) i wyprowadzają ciosy. Większą naturalność ruchów widziałem już w International Karate na starym, dobrym C-64. W War Gods wszystko jest jakieś sztuczne i można powiedzieć, że zalatuje po prostu tandetą. Co więcej, przy niektórych ustawieniach kamery postacie wydają się być jakieś takie płaskie.
Na uwagę zasługuje tylko przycisk 3D, który pozwała nam na swobodne poruszanie się po całej arenie. Jezeli dodać do tego możliwość robienia uskoków, to rzeczywiście można ten trzeci wymiar odczuć. Kolejna wpadka to dosyć długie czasy ładowania.
Gustowny napis „loading” poprzedza nawet wykonanie fatality” Jedyne, czego tutaj nie spartolono to dobra muzyka, przeplatana od czasu do czasu głosem lektora. Ogólnie, gra ta zupełnie nie przystaje do dzisiejszych standartów. Jeśli to ma być przedsmak MK4, to lepiej żeby ta gra w ogóle nie wychodziła.
Wszystkich fanów Mortala uspokaja jednak firma Midway obiecując, że czwarta część serii będzie naprawdę przełomowa, wspaniała i wyjątkowa. Miejmy nadzieję…
Piotrek

| 3D LEMMINGS Level 80: BABIRUSA Animacje: SPACEAAA, EGYPTAAA, ARMYAAAA, MAZEAAAA ALIEN TRILOGY BLAM! MACHINEHEAD BLAZING DRAGONS COMMAND & CONQUER Kody dla NOD: DESCENT: FADE TO BLACK FINAL DOOM FIRESTORM: THUNDERHAWK 2 GEX INDEPENDENCE DAY JOHNNY BAZOOKATONE LEGACY OF KAIN LOADED LONE SOLDIER LOST VIKINGS 2 NANOTEK WARRIOR HARD DIFFICULTY PANDEMONIUM RE-LOADED |
– ciąg dalszy.
Poniżej przedstawiamy ciąg dalszy opisu do gry Suikoden.
… okaże się, że jest bratem ODESSA`y. Wyjdź ze świątyni i udaj się za strażnikami. Pomóż MATHIU’owi, a następnie wejdź do świątyni i porozmawiaj z nim. Za jego radą udaj się do KAKU (południowy zachód od SEIKA). Ulepsz tam swoją broń i idź do sklepu na południu miasta i porozmawiaj z CAMILLE’ą, która przyłączy się do drużyny. Zejdź na dół, a spotkasz tam przewoźników: TAI HO oraz YAM KOO, jeśli wygrasz z nimi w kości zostaniesz przewieziony pod zamek. Wejdź do jaskini, znajdź smoka i zabij go (zabicie go nie jest takie łatwe, więc wcześniej zapisz stan gry). Po dłuższej sekwencji przyłączy się LUC, a następnie przejdź się po zamku i porozmawiaj z ludźmi. Zbierz ekipę i wróć do KAKU, tam zwerbuj SERGEI’a ze sklepu nad wodą i udaj się do miasta SEIKA, wejdź do hotelu i porozmawiaj z MARIE, która także przyłączy się do Ciebie. Idź do domu gdzie jest ONIL (pani w niebieskiej sukience). Udaj się przed główną bramę gdzie będzie czekał na Ciebie CHANDLER. Udaj się teraz do miasta KOUAN (południowy-zachód od KAKU). Idź do hotelu, tam znajdziesz KRIN’a i LORELAI. Wyjdź z hotelu i porozmawiaj z GIOVANNI’m, wróć ponownie do hotelu i porozmawiaj z KRIN’em – zaoferuje Ci on pomoc. Wyjdź z hotelu i odnajdź KRIN’a, wejdź na dach, zejdź do domu i z pomieszczenia z dwoma skrzyniami zwerbuj ROCK’a. Przejdź przez pomieszczenie gdzie stoją strażnicy i chodząc po domu odnajdź JUPPO, w pomieszczeniu obok znajdziesz wielką ruletkę – graj tak długo aż koło zatrzyma się po przeciwnej stronie. Weź miecz i wróć się aż do KRIN’a. Po krótkiej sekwencji przybiegnie LEPANT, gdy poprosi o miecz powiedz, że przysyła was MATHIU i oddaj mu miecz. Do hotelu wbiegnie GIOVANNI informując, że porwano EILEEN – żonę LEPANT’a. Idź za LEPANT’em i pomóż mu w walce (jeśli masz 6 postaci w drużynie musisz jedną odstawić – LEPANT będzie walczył z Tobą). Idź dalej, a spotkasz KRAZE’a, po kolejnej sekwencji pojawi się PAHN. Zabij KRAZE’a (nie musisz tego robić) i przyjmij PAHN’a do drużyny. Opuść miasto i udaj się do GREAT FOREST (na wschód). Tam w sklepie z bronią będzie MAAS – zwerbuj go. W domu po lewej będzie SANSUKE, który również się przyłączy. Wróć do swego zamku i wjedź windą na pierwsze piętro (1 st floor), tam spotkasz VARKAS’a I SYDONIA’ę, którzy się przyłączą. Urządź przyjęcie, wyjdź z jadalni i po krótkiej walce idź spać. Rano udaj się na pierwsze piętro i porozmawiaj z MARIE. W rozmowie wybierz trzecią odpowiedź, wyjdź przed dom, a spotkasz KIRKIS’a. Poprosi Cię o pomoc – zgódź się, a on przyłączy się do Twojej drużyny. Skompletuj następnie drużynę (pamiętaj o unitach – lista w poprzednim numerze). 
Popłyń do KAKU, wejdź do LIQUOR STORE, zejdź na dół i zagraj z GASPAREM – musisz wygrać co najmniej 5000 aby przyłączył się do Ciebie. Idź teraz do GREAT FOREST i znajdź wejście do lasu. Spotkasz tam VIKI, którą weź ze sobą, a następnie odnajdź drogę do wioski. Po rozmowie z psem wojownikiem wyjdź z wioski i odszukaj „drzewo elfów” (na południu od wioski). Wejdź po drabinie, po sekwencji udaj się do domu na północy wioski i pogadaj ze starym elfem. W więzieniu porozmawiaj z VALERIA’ą, następnie podejdź do drzwi po prawej, SYLWINA wypuści Cię z więzienia, a Ty zgódź się pomóc jej w uratowaniu wioski. Wyjdź z wioski, a spotkasz VALERIA’ę, która przyłączy się do Ciebie. Udaj się w góry (na wschód od wioski) – spotkasz tam psa wojownika, a następnie udaj się do wioski (VILLAGE OF THE DWARVES). Udaj się do sklepu z bronią, spotkasz tam MEESE – weź go ze sobą (przy okazji ulepsz swoje uzbrojenie). Idź do domu położonego na północnym krańcu wioski. Spotkasz tam generała, zgódź się na potyczkę. Wyjdź z wioski i idź na północ – znajdź wejście w skałach. Idź na dół aż dojdziesz do dźwigni (przełącz lewą i prawą) i kontynuuj podróż. Dojdziesz do latających płyt (zagadka jest prosta więc nie jej nie opisujemy) i idź dalej w dół. Dojdziesz do kolejnej łamigłówki i naciskaj kolejno kwadratowe przyciski (lewy, prawy, prawy, lewy, lewy, lewy, prawy, prawy). Dojdziesz w końcu do BOSS’a, którego musisz zabić. Wróć do generała, porozmawiaj z nim, a następnie wróć do VILLAGE OF THE ELVES. Wracając przez góry zobaczysz wioskę elfów doszczętnie zniszczoną. Wejdź do niej, wyjdź i wejdź ponownie, a spotkasz TEMPLETON’e, która się przyłączy, dostaniesz od niej mapę dzięki której łatwiej Ci się będzie poruszać. Wróć do GREAT FOREST, spotkasz tam psa wojownika, który przyłączy się do Twojej drużyny w zamian za VALERIA’ę. Po sekwencji stoczysz walkę z wojskami imperium. Kiedy znajdziesz się w zamku idź do góry, stocz walkę ze smokiem i znajdź generała KWANDA ROSMANA, porozmawiaj z nim, a następnie stocz z nim pojedynek. Po wygranej walce nie zabijaj go tylko, pozwól mu się przyłączyć.
Udaj się następnie do GREAT FOREST i poszukaj nowych ochotników do wyprawy; w domu na dole jest GON, w domu na górze po prawej jest FU SU LU (musisz zapłacić 10000 za jego posiłek). Idąc do zamku wstąp do KOUAN – LORELAI przyłączy się. W zamku zejdź piętro niżej, wejdź do głównego pokoju, gdzie FLIK będzie domagał się spotkania z ODESSA’ą – MATHIU powie, że ODESSA nie żyje i poprosi Cię o pozwolenie aby mógł opowiedzieć o całym zajściu. Zgódź się, FLIK uda się do KAKU. Porozmawiaj z MARIE, która powie coś o kucharzu, którego potrzebuje (informacja ta jest losowa, więc jeżeli nie pojawi się spróbuj później). Idź do KAKU do domu z dwoma strażnikami, tam porozmawiaj z FLIKlem, który się przyłączy. Wróć do zamku porozmawiaj z FLIK’iem, wysłuchaj planów wojennych i ruszaj do walki. Po wygranej walce rozpocznie się kolejna, którą przegrasz. Będziesz musiał troszkę rozpoznać teren, VIKTOR i FLIK pomogą Ci, GREMIO spyta czy może iść z wami, zgódź się. Teraz porozmawiaj z MATHIU i weź jeszcze dwie postacie. Zejdź z mostu i wejdź jeszcze raz, a KAI przyłączy się. Spotkasz również QUINCY, lecz nie będzie chciała się przyłączyć (dopóki twoja drużyna nie będzie liczyła 90 postaci). Zejdź z mostu i idź na północ do TEIEN. Wejdź do hotelu, znajdziesz tam HELLION, którą weź ze sobą. Otwórz skrzynie – w jednej z nich znajdziesz lustro, które po użyciu teleportuje Cię do zamku (bardzo przydatne). Idź na trzecie piętro i wymień skład drużyny tak, aby znaleźli się w niej LEPANT i JUPPO. Popłyń do KAKU, porozmawiaj z MEG (dziewczynka przed hotelem), która przyłączy się do wyprawy. Następnie udaj się do SEIKA, wejdź do hotelu i porozmawiaj z ANTONIO (jeżeli nie będzie się chciał przyłączyć będziesz musiał jeszcze raz porozmawiać z MARIE), następnie zagadaj do SHEENA’y, która się także przyłączy. Wróć do zamku (używając lustra), porozmawiaj z VIKI i teleportuj się do TEIEN, skąd udaj się na południe do wioski RIKON. Wejdź na pierwsze piętro hotelu, porozmawiaj z LOTTE, która poszukuje kota (to ten zwierzak, który przechadza się po KAKU). Idź do budynku w zachodniej części wioski z YABBA’ą, który zajmuje się rozpoznawaniem rzeczy, przyłączy się on jednak wtedy, kiedy przedstawisz mu rzecz, której nie będzie w stanie rozpoznać. Popłyń teraz łodzią na południe, aż zobaczysz wir wodny (dotknij go) i wróć do RIKON i udaj się do TEIEN. Idź do domu, u góry po lewej, i porozmawiaj z GEN’em. Zapytaj go o specjalną łódź, dzięki której będziesz mógł przepłynąć przez wir wodny, wtedy przyłączy się on do Twojej drużyny. Idź do domu obok, będzie tam KAMANDOL, z którym porozmawiaj – da Ci on silnik oraz przyłączy się do wyprawy. Wróć do RIKON, po sekwencji wejdź na pokład statku i popłyń w kierunku wiru wodnego. Tym razem przepłyniesz bez żadnego problemu i dopłyń do LIUKAN’S HERMITAGE. Porozmawiaj tam z dziadkiem (LIUKAN), po krótkiej sekwencji wejdź do domu i ze skrzyni weź BLACK PAINT.
Wróć do zamku, wjedź na czwarte piętro i porozmawiaj z MATHIU. Poprosi Cię abyś odnalazł dwóch jego przyjaciół: KIMBERLY i TASLA. Udaj się teraz do TEIEN, idź do wioski ANTEI (na zachód od TEIEN). Po lewej stronie znajdują się trzy domki, idź do tego po prawej i zwerbuj JEANE, następnie idź do domu poniżej i porozmawiaj z właścicielem (CHAPMANN’em), który też się przyłączy. Następnie odszukaj KIMBERLY i daj jej list, po dłuższej sekwencji przyłączy się do ekspedycji. idź teraz do hotelu i porozmawiaj z MINA’ą, która przyłączy się do Ciebie jeśli z nią zatańczysz (UWAGA: musisz mieć ubrane TOE SHOES, jeśli ich nie masz kup w sklepie obok). Następnie znajdź ALBERT’a, który okaże się poszukiwaną TESLA’ą – przyłączy się do Ciebie. Wróć do zamku, porozmawiaj z MATHIU i wróć do ANTEI. Stamtąd idź do SONIERE (na południe), wejdź do zamku, odnajdź wejście do lochów i uwolnij LIUKAN’a. Wracając zabierz cenne rzeczy GREMIO’wi, gdyż niedługo on zginie. Po sekwencji i odpoczynku wyjdź z pokoju i udaj się do MATHIU. Porozmawiaj z nim – w trakcie rozmowy przyłączy się LIUKAN. Po stoczonej walce przejdź się po domu aż spotkasz MILICH OPPENHEIMER – wybacz mu i pozwól przyłączyć się do drużyny. Po sekwencji udaj się na czwarte piętro zamku, spotkasz tam KASUMI, która także przyłączy się do drużyny. Będziesz teraz musiał stoczyć walkę ze swoim ojcem – zaznaczamy, że walka jest z góry przegrana (jest to zgodne z akcją gry). Uda Ci się jednak uciec – podczas ucieczki PAHN zostanie aby zatrzymać pościg. W zamku spotkaj się z MATHIU, który poradzi Ci abyś odpoczął. Po sekwencji wróć do pokoju, gdzie urzęduje MATHIU i porozmawiaj z FLIKlem. Odnajdź SANCHEZ’a i dobierz drużynę (pamiętaj aby zabrać TAI HO) i udaj się na przystań i porozmawiaj z GEN’em. popłyń na północ do KIROV, tam idź do hotelu – znajdziesz tam GEORGES’a. Aby się przyłączył musisz pobić rekord czasowy w układance. Następnie wyjdź i poszukaj dziewczyny, która pierze – przyłączy się jednak wtedy, kiedy przyniesiesz jej mydło. Idź więc do faceta stojącego u góry, porozmawiaj z nim, okaże się że ma mydło jednak da Ci je za olej sojowy. Idź teraz do mężczyzny w centrum miasta, ma on olej który potrzebujesz, jednak wymieni go za sól. Idź do dziewczyny stojącej na nadbrzeżu, która ma sól, jednak do Ci ją za YARDSTICK. Wejdź do hotelu, idź do pokoju po prawej i porozmawiaj tam z gościem, który ma YARDSTICK, ale nie da Ci go ponieważ potrzebuje cukru. Idź do sklepu, kup cukier i wykonaj wędrówkę w odwrotnym kierunku (każdemu daj to co potrzebuje). Na końcu, kiedy dasz mydło SARAH’rze, przyłączy się ona do Twojej drużyny. Wyjdź z miasta i idź na północ aż dotrzesz do KALEKKA, tam wejdź do domku po lewej, spotkasz LEON SILVERBERG`a, który przyłączy się później. Na końcu wioski spotkasz farmera (BLACKMAN), który się przy-łączy do drużyny (UWAGA: nie możesz zniszczyć jego roślinek). Opuść wioskę i udaj się na północ do fabryki (SECRET FACTORY), po sekwencji porozmawiaj z KESSLER’em, który przyłączy się do drużyny. Wejdź do fabryki i porozmawiaj z MOSE. Następnie podejdź do faceta w lewym górnym rogu (KAGE) i porozmawiaj z nim – żeby się przyłączył musisz zapłacić mu 20,000 (warto – przydaje się w bitwach). Wróć teraz do portu w KIROV i wejdź do dużego domu naprzeciwko przystani. Spotkasz tam KUN TO, który przyłączy się do drużyny. Oglądnij sekwencję, po której MOSE i RONNIE BELL przyłączą się do wyprawy. Idź również do MELODYE (dziewczyna stojąca w lewym końcu miasta) i daj jej „SOUND RUNE” dzięki czemu przyłączy się także do Ciebie.
Wróć teraz do zamku. Po chwili odpoczynku udaj się na spotkanie z MATHIU, zaproponuje bitwę – zaakceptuj jego propozycję. Po zwycięstwie będziesz musiał stoczyć walkę ze swoim ojcem. Po powrocie do zamku udaj się na czwarte piętro i porozmawiaj z LEPANT’em. Znajdziesz się przed bramą do LORIMAR. Po krótkiej sekwencji wyjdź za bramę i wróć z powrotem, a spotkasz KIRKE. Idź na południe aż dojdziesz do wioski WARRIOR’S VILLAGE, tam spotkasz HIX’a, TENGAAR’a i ZORAK’a. Po sekwencji wejdź do domku u góry i porozmawiaj z ZORAKIem, po kolejnej sekwencji porozmawiaj z VICTOR’em stojącym w sypialni. Nazajutrz wyjdź przed dom, a spotkasz NECLORD’a, z którym będziesz musiał stoczyć walkę (jest ona z góry przegrana, więc nie marnuj czarów i lekarstw). Po sekwencji idź do ZORAK’a, który skieruje Cię do świątyni QLON. Nim się do niej udasz zagraj w trzy kubki z MARCO – musisz wygrać kilka razy (trochę to potrwa), kiedy Ci się to uda, ona przyłączy się do Ciebie. Udaj się następnie na zachód do QLON. Wejdź do chaty i porozmawiaj z FUKIEN’em, który także się przyłączy, następnie wejdź do tunelu. Możesz w nim znacznie poprawić swoje doświadczenie walcząc z napotkanymi przeciwnikami. Jednocześnie w jaskiniach spróbuj odnaleźć dwa ukryte korytarze: w jednym spotkasz CROWLEY’a, który później się przyłączy, a w drugim skrzynie z RUNE’m. Następnie odnajdź wielki miecz, podejdź do niego, a cofniesz się w czasie. Po sekwencji porozmawiaj z dziadkiem (VILLAGE CHIEF). Po sekwencji idź za dziadkiem do domu, po kolejnej sekwencji rozejrzyj się po wiosce i pootwieraj skrzynie. Udaj się do schodów, z których przyszedłeś, weź TED’a ze sobą i wróć do miejsca gdzie jest miecz. VIKTOR weźmie miecz a Ty wróć przez jaskinię do wyjścia. Wejdź do świątyni i odnajdź HUGO i daj mu WAR SCROLL, w zamian za to przyłączy się do drużyny. Idź w prawo do MORGAN (dziewczyna z magiczną kulą) i weź ją ze sobą. Wróć do WARRIORS’VILLAGE. Porozmawiaj z ZORAK’iem. Idź do sklepu po lewej i porozmawiaj z WINDOW’em, daj mu WINDOW RUNE, a przyłączy się do Ciebie. Porozmawiaj ze sprzedawcą i kup RED FLOWER. Teraz powinieneś udać się na bitwę z NECLORD’em, ale my poszukamy więcej postaci, nim udamy się na ten pojedynek. Idź do zamku, tam dobierz drużynę tak, aby znaleźli się w niej MAAS, MEESE, MOSE. Udaj się do WARRIORS’ VILLAGE, gdzie zwerbuj MOOSE. Wróć do zamku zamień drużynę tak, aby znaleźli się w niej: KIRKIS, STALLION, SYLVINA i udaj się do GREAT FOREST, a stamtąd, przez las, do psiej wioski. Tam w hotelu porozmawiaj z RUBI, która się przyłączy (jeśli nie to musisz zwiększyć level elfów). Teleportuj się do RIKON. W hotelu na piętrze znajdziesz LOTTE, która chce abyś znalazł jej kota. Idź do KAKU złap biegającego tam kota i wróć do RIKON. LOTTE przyłączy się.

Wróć do zamku, zmień członków drużyny (weź MILICH) i udaj się do SCARLETICIA. Na parterze odnajdź IVANOV’a, a na pierwszym piętrze KASIOS’a – którzy się przyłączą do wyprawy, a następnie udaj się do ANTEI. Zwerbuj chłopca o imieniu GLON, idź do hotelu, gdzie na pierwszym piętrze znajdziesz ESMERALDA’ę, która przyłączy się w zamian za „OPAL” (jeżeli go nie masz, musisz stoczyć kilka walk w SONIERE). Idź następnie do TEIEN, gdzie na brzegu stoi EIKEI, porozmawiaj z nim, a on się przyłączy (Twój stopień doświadczenia powinien być pomiędzy 40, a 50). Idź do hotelu i w sklepie kup „YELLOW FLOWER SEEDS”. Wróć do zamku, zmień członków drużyny w/g własnego uznania i udaj się do RIKON. Tam w sklepie kup „BLUE FLOWER SEEDS” i udaj się do QLON. Tam porozmawiaj z ZEN, która przystanie do Twojej drużyny. Po zebraniu ludzi, możemy udać się wreszcie na pojedynek z NECLORD’em. Wróć do WARRIORS’ VILLAGE, a stamtąd idź na południowy zachód do NECLORD’s CASTLE. Po sekwencji HIX będzie chciał się przyłączyć, więc odłącz jednego ze swoich ludzi i weź HIX’a ze sobą. Idąc przez zamek spotkasz człowieka, który udzieli Ci informacji za opłatą – daj mu jak najmniej. Odnajdź pomieszczenie z czterema obrazami: PEASANT GIRL (3), CHESTNUT TREE (1), GIRL IN THE EARLY AFTERNOON (2), KING OF THE NIGHT (4) – cyfry przy nazwach odpowiadają kolejność ich przełączenia. Otworzy się tajne przejście, kontynuuj podróż przez zamek aż spotkasz się z NECLORD’em (musisz być bardzo dobrze przygotowany aby go pokonać). Po krótkiej sekwencji wyjdź z zamku gdzie obejrzyj następną sekwencję – przyłączy się TENGAAR, a VICTOR opuści Twoją drużynę. Udaj się do zamku, wejdź na czwarte piętro i porozmawiaj z METHIU, następnie dobierz ludzi do drużyny (ważne aby znalazł się w niej LIU KAN). Udaj się teraz do SCARLETICIA i idź na północny zachód (DRAGON’S DEN). Niestety strażnik nie wpuści Cię, więc idź do ANTEI, gdzie będzie VINCENT de BOULE – porozmawiaj z nim i wróć do jaskini. Przed jaskinią spotkasz VINCENT’a, z którym porozmawiaj, następnie odsuń kamień i wejdź do jaskini. Spotkasz w niej MILIA i FUTCH, po sekwencji udaj się za nimi. Wyjdź z jaskini i idź do DRAGON KNIGHT’S FORTRESS, po prawej stronie zamku chowa się FUMA (przyłączy się), następnie wejdź do zamku i porozmawiaj z KREUTZ’em (stoi pod ścianą). Wejdź po schodach, po sekwencji przyłączy się MILIA. Idź do smoczego zamku (DRAGON KNIGHTS’ FORTRESS) i podejdź do czerwonego smoka, który zabierze Cię do miejsca przeznaczenia (SEEK VALLEY). Idź przez jaskinie, aż dotrzesz do wielkiej kuli, którą musisz unicestwić. Idź dalej aż spotkasz WINDY i TED’a, który poprosi o zwrot swojego RUNE’u (oddaj mu go). Wróć do DRAGON KNIGHT’S FORTRESS, porozmawiaj z JOSHUA’ą i po sekwencji będziesz sterował FUTCH’em. Idź na dół i podejdź do fioletowej rośliny po prawej, po następnej sekwencji znajdziesz się w zamku. Ponownie wejdź na górę i porozmawiaj z JOSHUA’ą, który razem z FUTCH’em przyłączy się do drużyny. MILIA zaproponuje Ci odwiezienie do zamku więc zgódź się. Wjedź na czwarte piętro i obejrzyj sekwencję MATHIU zaproponuje trening Twoich oddziałów, zgódź się na to, lecz po chwili podejdzie on do Ciebie na osobności i przełoży trening na dzień następny.
Po przespanej nocy idź do MATHIU i wyrusz na bitwę Po wygranej walce możesz przyłączyć GRIFFITH’a, więc zrób to. W zamku dobierz trzy postacie do drużyny i udaj się na północ do zamku MORAVIA’y. Wejdź do zamku i idź przez zamek aż odnajdziesz więźniów m.in. WARREN’a i VICTOR’a (przyłączą się oni do Ciebie). Po sekwencji przyłączy się także KASIM HAZIL, a Ty udaj się z powrotem. Po drodze (w NORTHERN CHECKPOINT) spotkasz MAX’a i SANCHO’a, którzy się również się przyłączą. Kontynuuj swoją podróż do zamku. Wejdź na czwarte piętro, porozmawiaj z MATHIU i po dłuższej sekwencji zejdź na dół do łodzi i rozpocznij bitwę. Po wygranej bitwie zbierz ludzi, zaopatrz się w medycynę i wejdź do zamku. Po rozprawieniu się z ogromną „muszlą” i SONYA’ą wyjdź przed zamek. Po sekwencji wróć do zamku, zejdź do podziemi i zaproponuj SONYA’y przyłączenie się do grupy. Aby wygrać ostateczną bitwę musisz zebrać jeszcze kilka postaci. Zabierz więc ze sobą TAI HO i YAM KOO (oni muszą być) i jeszcze kogoś. Popłyń następnie łodzią na zachód od zamku, aż dotrzesz do wyspy (PIRATES’ FOR-TRESS). Spotkasz tam ANJI, LEONARDO i KANAK’a, jednak przyłączą się oni dopiero wtedy kiedy wygrasz z nimi walkę. Udaj się teraz do GARAN i porozmawiaj z QUINCY, która także się przyłączy. Idź następnie do zamku NECLORD’S CASTLE, odnajdź kaplicę i porozmawiaj z PESMERGA’ą, która się przyłączy. Następnie wejdź do jaskini i odnajdź tajemne przejście, za którym będzie CROWLEY. Wróć do zamku, zmień drużynę tak, aby znaleźli się w niej: MOSE, MAAS, MEESE, MOOSE. Udaj się do DRAGONS’ KNIGHT FORTERSS, a stamtąd na smoku do SEEK VALLEY. Odszukaj tam domek, w którym mieszka MACE, weź go ze sobą i wróć do swego zamku. Porozmawiaj z MATHIU i każ mu przygotowywać się do bitwy. Po sekwencji porozmawiaj z nim raz jeszcze i w tedy rozpocznie się bitwa. Po wygranej bitwie i kolejnej sekwencji wybierz najlepszych ludzi do drużyny i rozpocznij walkę z AINGIDE’m. Po wygraniu walki musisz przedostać się przez zamek do finałowej walki z trójgłowym smokiem. Przygotuj więc wszystkie siły, naostrz bronie, kup lekarstwa i spróbuj wygrać, a nie jest to naprawdę łatwe… Potem pozostaje już tylko oglądnięcie końcowej sekwencji… Powodzenia.
Aju & Szufelka

Sostegaria. Ten żyzny kraj w sercu zaginionego kontynentu przez ponad tysiąc lat był rządzony przez świętą dynastię Ashan – potomków mesjasza Toroah. Jednak kraj pogrążył się w chaosie, tonąc w korupcji i deprawacji, zapomniał święte nauki mesjasza. Jednego dnia, uciskany lud powstał i pod dowództwem mędrca Arrisa zbrojnie przeciwstawił się władzy królewskiej. Sukcesy Armi Wyzwolenia doprowadziły do powstania republiki Ishtarii. Jednak Arris tajemniczo znikł. Teraz, 15 lat po rewolucji, widmo wojny znów zagraża Ishtarii.
Rozdział I : A premonition of war
Gra rozpoczyna się atakiem grupy bandytów na trzy zakapturzone postacie. Po zrzuceniu przez nie habitów, naszym oczom ukazuje się trójka bohaterów – Diego Renault, Clin Pickard i Ash Lambert (główny bohater) -wszyscy z trzeciego plutonu ishtariańskich Sił Bezpieczeństwa. Ashem zaatakuj zbója na południu, a Diegiem i Clintem zabij wroga z zachodniej strony. Następnie zajmij się szefem tej całej bandy – Zootem. Diego rozpozna w nim bandytę schwytanego 2 miesiące temu. W trakcie przesłuchania okaże się, że przestępcy są wypuszczani na wolność by wstrzymać handel, co przynosi komuś duże zyski z czarnego rynku. Powróć do Shamerii – stolicy Ishtarii. Wyposaż swoich ludzi w sklepie i udaj się do kwatery głównej Sił Bezpieczeństwa, by spotkać się z Clivem. Po rozmowie z nim, wstąp na chwilę do tawerny. Gdy będziesz chciał ją opuścić dowiesz się, że rojaliści zostali uznani winnymi zabójstwa Smetany i doszło do zamieszek. Udaj się we wskazane miejsce. Na twoich oczach dojdzie do rzezi rojalistów, dokonanej przez żołnierzy karmazynowej straży – oddziałów antyterrorystycznych utworzonych przez Hela Spitesa. Po kąśliwej rozmowie z ich dowódcą, Kanem, dostaniesz zadanie rozprawienia się z resztą rojalistów ukrytych w kościele. Nagle przed tobą pojawią się potwory wywołane potężną magią. Otwórz pobliską skrzynię, a zdobędziesz lecznicze zioło. Swe działania oprzyj na Diagu. By opuścić zwodzony most stań na wystającej kostce i użyj opcji „EXAMINE”. Łuczników zabij Ashem lub Clintem. Po dotarciu do kościoła rozpocznij negocjacje z hrabią Rolandem Claymorem. Zostaną one przerwane brutalną interwencją Kane’a. Następnego dnia spotkasz się z Dolfem, od którego dostaniesz tajną misję odnalezienia Magnusa Dunbara. Zaginął on 3 miesiące temu na wyspie Gillbaris. Udaj się do ruin pałacu dynastii Ashan. Na miejscu zostaniesz zaatakowany przez golemy. Po zabiciu pierwszego otwórz skrzynię na południu planszy. Następnie zajmij pozycję na szczycie schodów, gdzie spokojnie obronisz się przed goniącymi Cię golemami. Później wykończ resztę wrogów. Po wygranej walce zobaczysz twórcę golemów – Eleni Dunbar, córkę Magnusa. Przyłączy się do Ciebie, a wraz z nią, jej wychowawca Huxley. Rusz w dalszą podróż. Drogę przez most Rhine zagrodzi Ci banda rozbójników. Po wybuchu pierwszej części mostu zostaniesz zmuszony do podjęcia walki. Dodatkowym utrudnieniem będzie stopniowo wysadzany most, co narzuci Ci taktykę nieustannego parcia naprzód. Uważaj na nietoperze – ich ataki mogą wywołać zatrucie, które możesz usunąć eliksirem (ma go Huxley). Na początku ustaw się w linii o dwa pola przed maksymalnym zasięgiem ruchu Clinta i stopniowo posuwaj się do przodu. Za linią trzymaj Huxleya, który dysponuje czarem odnawiającym energię życiową (Healing – możesz użyć go cztery razy w tej walce). W trzeciej turze otrzymasz posiłki (a raczej posiłek) – łuczniczkę Kirę Wulfstan. Pchnij ją (Push) kamień na nietoperza, a później go dobij. Drugiego nietoperza pozbędziesz się w turze przeciwnika, gdy Cię on zaatakuje. Teraz wspomóż Kiran walczących na moście.
Po walce Kira wyrazi chęć przyłączenia się do drużyny – zgódź się (pierwsza odpowiedź). W nocy dojdzie do rozmowy między Ashem, a Eleni. Okaże się, że dziewczynka jest adoptowana przez Magnusa. Poznasz też historię ojca Asha – żołnierza armii wyzwolenia, który zmienił strony i umarł śmiercią zdrajcy. Rankiem udaj się do miasta portowego Minato w celu znalezienia statku, który mógłby Was zabrać na Gillbaris. Zasięgnij języka w tawernie, a dowiesz się, że na wodach grasuje pirat Hassan, a w pobliskich wydmach zadomowił się potwór. Wychodząc uzyskasz informację, że jedynym człowiekiem, który może wam pomóc dostać się na wyspę jest Grog Drinkwater. Złóż mu wizytę. Grog okaże się pijakiem – zaczął pić po śmierci swojego brata, zadanej z rąk Hassana. Właśnie z obawy przed Hassanem nie będzie chciał was zawieść na Gillbaris. Żeby udowodnić mu, że jesteście wystarczająco silni, by ochronić statek przed piratami Ash zawrze umowę – zabicie potwora za transport. Pójdź na wydmy. W pierwszej turze rusz się tylko Diegiem i Kirą, i z maksymalnej odległości zabij dwa pierwsze ramiona. W następnych turach skoncentruj ataki na głowie i w ogóle nie przejmuj się ramionami (ich ataki są słabe, jednak mogą wywołać tymczasowy paraliż). Po wygranej walce Grog przyłączy się do Ciebie, opuść miasto i wypłyń w morze. Jak można się było spodziewać, wasza podróż zostanie przerwana atakiem piratów. Grupę podziel na dwa oddziały – Ash, Kira i Grog niech skierują się w stronę wschodniego przejścia, reszta w stronę zachodniego. Pomiędzy nimi nich znajdzie się Huxley tak, aby mógł leczyć ludzi z obydwu grup. Nie szarżuj – ustaw ich po bokach kładek. by uniknąć ostrzału. Przyjmij taktykę defensywną – dopiero po wykończeniu atakujących, wejdź na wrogi pokład i skop Hasanowi jego wielką szanowną d… Po walce wyjdzie na jaw, że Hasan jest bratem Groga. Został wielkim piratem, by przewyższyć swojego starszego brata.
Rozdział II: Island of Madness
Po wylądowaniu znajdziesz się w wiosce. Jednak zamiast gorącego powitania zostaniesz zaatakowany przez mieszkańców przemienionych w monstra opętane manią zabicia was. Przyczyną takiego stanu są statuy rozmieszczone w wiosce – to je musisz zniszczyć, unikając rozlewu krwi mieszkańców (wystarczy, że przeżyje jeden). Clinta puść w kierunku statuy na północy, resztę wyślij południowym przejściem. Popchnij skrzynię tak, aby zapchać przejście przed Tobą. Gdy Clintem załatwisz statuę, uciekaj w kierunku grupy (tą samą drogą co szedłeś). Poczekaj, aż mieszkańcy pogonią za Clintem i przepchaj skrzynię zapychając drugie przejście. Później zniszcz resztę statuł (gdy jest poza zasięgiem możesz atakować ją Digiem, Kirą lub Kleni – wzorem „Dark Star”). Możesz też pomóc sobie czasem Spellbind paraliżując tubylców. Gdy mieszkańcy powrócą do swych normalnych postaci, poznasz przyczynę ich zmiany. Przed trzema miesiącami zjawiła się grupa żołnierzy, by zbadać ruiny fortecy. Wieśniacy próbowali odwieść Magnusa od badania ruin (no wiecie, tam straszy), ale im się nie udało. Pewnej nocy na wioskę napadły przerażające stwory i Nagrus, który zmienił mieszkańców w Zombie.
Po wysłuchaniu opowieści awansuj członków drużyny (powinni mieć 10 stopień doświadczenia) – optymalnie to:
Ash – champion,
Clint – swordsman,
Diego – bowman,
Kira – hawknight,
Eleni – sorcerer,
Huxley – bishop,
Grog – guardsman. Zajrzyj też do sklepu. Skieruj swe kroki do kanionu Ygolra. Przybędziesz w samą porę by pomóc Amonowi, Dolanowi i Sarze, ściganym przez potwory. Pozbądź się psów i przełącz przycisk, co zatrzyma wodę. Nowymi przyjaciółmi wycofaj się i staraj się tylko bronić – możesz użyć kuli stojącej w pobliżu. Ta łatwa bitwa zostanie rozstrzygnięta, gdy tylko uda Ci się dotrzeć grupą główną na pomoc zaatakowanym. Dowiesz się, że Dolan, Sara i Amon byli w grupie badającej ruiny, a uciekli przed ludźmi Dolana zmienionymi w potwory. Ekspedycja miała odnaleźć świętą arkę, co udowodniłoby, że Toroah nie jest tylko legendą. Dało by to pewne prawo dynastii Ashan do objęcia na nowo tronu. Opuść wioskę i pójdź do TorisBeach. Nagle zostaniesz otoczony i zaatakowany. Podejdź Eleni kawałek na północ i użyj czaru Piercing Roy na golemie i dwóch żołnierzy. Ashem, Clintem i Kirą dobij ich. Uważaj by nie stanąć na bagnach, gdyż wywołują zatrucie. Podziel się na dwie grupy i zaczekaj, aż wróg się zbliży. Ustaw się tak, aby Shooterimpy nie mogły do Ciebie strzelać. Gdy wróg będzie w twoim zasięgu, przystąp do klasycznego ataku. Po gawędzie przy ognisku i rozmowie Clinta z Kirą, Diego opowie smutną historię Clinta. Trzy lata temu zabito jego dziewczynę, by zadać cios Clintowi.
Od tego czasu obwinia się za jej śmierć. Dlatego tak dużo uwagi poświęca Kirze, która walczy jak gdyby nie miała nic do stracenia. Rankiem udaj się do ruin zamku. Zanim dostaniesz się do wnętrza będziesz musiał przebić się przez straże. Podziel się na dwie grupy – sześć osób w pierwszej i cztery w drugiej. Pierwszą pójdź w stronę północnego, drugą południowego przełącznika. Jeśli będziesz szedł pod murem to unikniesz ostrzału. Podnośniki są ze sobą sprzężone – gdy jeden się podnosi, drugi się opuszcza. Po dostaniu się na górę dokonaj masakry shooterimpów, zbierz skarby i pchnij kulę. Na czerwonych polach z pentagramem możesz się uleczyć. Łucznikami dobij statuy i zaczekaj na podejście Bloodghostów – tych też potraktuj strzałami. Walka zakończy się, gdy wszystkimi postaciami dojdziesz pod bramę. Przed wejściem potwierdź swoją gotowość wybierając drugą odpowiedź. Wewnątrz spotkasz Generała Magnusa. Nagle ulegnie on strasznej metamorfozie i wywoła armię potworów. Stań z nim do walki. Podejdź całą grupą o dwa pola i zakończ kolejkę. Pozbądź się pierwszych wrogów i wylecz rany. Po chwili do ataku zostanie puszczona druga linia wrogów. Po rozbiciu jej rusz do ataku. Kiedy przeciw Tobie wystąpi Magnus, rozwiń tyralierę gdyż dysponuje ona czarem Rainbow Storm, który pokrywa całkiem spory obszar. Zmasowany atak skierowany w Magnusa powinien załatwić go w jednej turze. Powalony Magnus wróci do normalnego stanu – zostanie złamana klątwa magicznego kamienia. Właśnie w celu odnalezienia go został wysłany na Gillbaris, nie wiedząc, do czego może doprowadzić jego odnalezienie. W momencie, gdy Magnus będzie miał wyjawić zleceniodawcę, ugodzi go strzała. Została ona wypuszczona z ręki Kane`a. Na szczęście nie zada śmiertelnej rany. W tym momencie pojawi się Dolf – główny sprawca tego zamieszania. Ogłosi Huxleya i Eleni wspólnikami Magnusa, za co rozkaże wtrącić ich do więzienia. Przeciwstawi się temu Ash. Jednak gdy Dolf wyjaśni, że za to może być posądzony o zdradę, jak jego ojciec, zdruzgotany Ash da za wygraną. W nocy uczucia wezmą w Ashu górę – wyruszy samotnie w kierunku ruin, by odbić Magnusa i resztę. Podążą za nim Diego, Grog, Clint, Dolf, Amon i Sara. Cała rozmowa między nimi zostanie podsłuchana przez Kirę. Przed wejściem zobaczysz grupę psów strażniczych. Musisz je zabić (będą uciekać), by kogoś nie zaalarmowały. Masz na to sześć tur. Po prostu rozwiń szyk i spychaj je pod bramę, mordując każdego po drodze. Tymczasem w więzieniu rozegra się scena rozmowy Magnusa z córką.
Okaże się, że generał szukał kamienia, by przeciwstawić się Helowi Spitesowi. Jest pewne, że Hel szykuje zamach stanu. W tym momencie wejdzie Ash i uwolni całą trójkę. Jednak przed więzieniem będzie na was już czekała straż, Hel i Dolf z magicznym kamieniem. Prawdziwy szok wywoła Kira, która okaże się szpiegiem – przekazywała Dolfowi wszystkie informacje o ruchach grupy. Nagle Magnus przeistoczy się i resztkami mocy przeciwstawi się magicznemu kamieniowi. Zderzenie się dwóch mocy wywoła wir czaro-przestrzenny, który wciągnie Magnusa, Groga, Sarę i Asha.
Rozdział III: Escape to tommorow
Do wiadomości publicznej zostanie podane, że Magnus został zabity z rąk terrorystów, co skompromituje siły bezpieczeństwa. Hel zostanie wybrany premierem i używając zagrywek politycznych doprowadzi do usunięcia konsulatu. Ostatecznie przeprowadzi zamach stanu i zostanie władcą Ishtarii. Tymczasem czwórka bohaterów wciągnięta przez wir, znajdzie się w nieznanym miejscu. Tu nastąpi kres życia Magnusa – w ostatniej przemowie nakaże Ci odzyskać magiczny kamień. Po pochowaniu Magnusa zaatakują was ogniste głowy, lecz nie powinny sprawić wiele kłopotów (najpierw zaatakuj te z zachodniej części mapy). Po walce przyjdzie do was Zohar i powie o osadzie znajdującej się w pobliżu. Pójdź do niej i wejdź do tawerny. Dowiesz się, że to jest dziura w czasie na końcu świata. W trakcie rozmów wśród drużyny, gdy Ash przypomni, że trzeba odzyskać kamień, zjawi się Zohar. Chcąc wysłuchać więcej informacji o kamieniu zaprosi was do domu. Obieca wam pomóc i przyłączy się do drużyny. Wyjawi też sposób powrotu – najpierw trzeba wrócić do miejsca pojawienia się. Wcześniej awansuj go na Sorcerera i wyposaż w sklepie. Gdy wszystko będzie już gotowe do powrotu, ponownie zaatakują was ogniste głowy. Tym razem będą starały się zniszczyć magiczne wieżyczki generujące energię potrzebną do pojawienia się w miejscu, z którego się przybyło. Otocz więc jedną z nich i obroń przez Stur. Powrócisz do współczesnych czasów i od razu wpadniesz w środek bitwy. Oddziały Zoota będą atakować Cliva, Huxleya, Diega i Dolfa. Grupą Asha stań na pierwszym polu mostu i Diegiem pójdź południową kładką i zabij nietoperza; Dolanem pchnij kulę i dobij wroga; Huxleyem zbierz skarb, przepychając wcześniej kilka klocków. Po pozbyciu się oddziałów atakujących przez most, rusz do ataku obiema grupami. Jak najszybciej zabij Warloca i medyka, by pozbyć przeciwnika wszelkich złudzeń. Okaże się, że wasza nieobecność trwała trzy lata! W tym czasie kraj się zmienił i ludzie są wrogo nastawieni do Hela. Ash wpadnie na pomysł zaatakowania więźnia (genialne!), by dać iskrę rozpoczynającą wybuch powstania.
c.d.n.
Kali
Dokończenie opisu gry „Vandal Hearts” zamieścimy w następnym numerze.

[dopisek autora bloga: poniższy tekst nie jest opisem, a raczej recenzją, ale wrzucam, wszak jest w dziale „Opisy”]
Bijatyki, wyścigi i zręcznościówki to najliczniej obstawione rodzaje gier na konsole. Do nie tak dawna gry RPG i strategie były domeną komputerów, a producenci gier na konsole podchodzili do tych tematów z pewną taką nieśmiałością. Dopiero na PlayStation złamano tę zasadę i postawiono na różnorodność tematyczną (mogę śmiało powiedzieć, że właśnie to przyczyniło się do tak wielkiej popularności naszej konsoli) gier.
Osobiście znam wielu ludzi, którzy „przesiedli się” na konsolę dopiero wtedy, gdy zaczęły na nią pojawiać się gry, które uprzednio na konsolach były rzadko spotykane tj. strategie, logiczne, przygodowe i RPG. Poniżej znajdziecie opis do nietuzinkowej strategii jaką z pewnością jest Warhammer: Shadow of the Hornet Rat. Byłym PC’towcom i miłośnikom Warhammer Fantasy Battle gry tej nie trzeba przedstawiać. Tym pierwszym ponieważ wersja na „grzyba” ukazała się trochę wcześniej, ci drudzy natomiast grali w nią „na żywo” na makietach z figurkami. Jednak zarówno jednym i drugim polecam zagrać w nią na konsoli (PC’owa wersja wypada przy niej blado). W świecie fantasy tak już jest, że zawsze ktoś z kimś toczy bitwy, potyczki czy wojny. Świat ten bowiem jest bardzo niespokojny, wiecznie zagrożony wojnami między rasami (nie mylić z rasistami). Chorobliwi fanatycy, jakimi są Skaveni (dość duże jaszczury) wraz z innymi maniakami jak orkowie, gobliny, trolle i inni próbują przy pomocy ukradzionego kamyka zwanego Warpstonem wprowadzić w tym świecie „mały” bałagan zwany Chaosem. Orkowie coraz śmielej najeżdżają pogranicza Imperium, oddziały wilczej jazdy palą, mordują i plądrują domostwa oraz posiadłości. W te niespokojne czasy trafiasz właśnie, kiedy zaczniesz grać w Warhammer’a. Wcielasz się w postać dowódcy najemników i wraz ze swoimi dwoma skromnymi oddziałami (piechoty i kawalerii) starasz się jakoś wyżyć, a nawet może coś zarobić. Jak to zwykle bywa początki są trudne (ale dlaczego im dalej tym trudniej ?!) chwytasz się słabo płatnej misji, które zdoła Ci załatwić Dietrych – Twój doradca, sekretarz i skarbnik w jednej osobie. W miarę wykonywania kolejnych zleceń (pozytywnie oczywiście) będziesz się powoli bogacił i miał szansę zwerbować nowe oddziały – łuczników, kawalerię, artylerię i inne. Będą też oddziały i postacie, które przyłączą się do Ciebie nieodpłatnie lub za przysługę np. krasnoludy, elf, czarodziej.
W czasie gry będziesz operował na dwóch ekranach Pierwszy z nich to wnętrze wozu Dietricha. U tego gryzipiórka można zapisać stan gry, przejrzeć opisy oddziałów którymi dysponujesz, obejrzeć kwestionariusz (lista potworków, z którymi możesz się spotkać) lub sprawdzić czy nikt nie zlecił Ci jakiejś robótki za duże pieniądze. Drugi ekran, to ekran pola bitwy, czyli sam miód Warhammer’a. Dostajesz się do niego gdy podejmujesz się wykonania jakiejś roboty lub gdy wpadniesz w zasadzkę podczas marszu. Walka toczy się na trójwymiarowym polu bitwy (lasy, góry, rzeki, domy i inne przeszkody terenu) gdzie sterujesz swoimi najemnymi oddziałami przeciwko oddziałom wroga (często liczniejszymi). O ile na początku przy małej liczbie Twoich oddziałów nie będziesz się zbytnio przemęczał, to później gdy Twoja armia będzie liczyć dziesięć i więcej oddziałów to opanowanie tego co dzieje się na ekranie graniczy niemal z cudem. Misji do wykonania jest około czterdziestu, lecz nie każdą będzie Ci dane wypełnić – często trzeba wybierać. Niektóre z zadań (tych najlepiej płatnych) to czysta podpucha, gdyż przewaga wroga jest tak wielka, że zmiecie Cię on z powierzchni ziemi pierwszą szarżą. Po skończonej bitwie (lub zaraz na początku) należy dokładnie przeczesać teren, ponieważ zawsze można znaleźć w trawie coś ciekawego.
Poukrywane w najskrytszych zakamarkach, leżą sobie różnego rodzaju przedmioty o działaniu magicznym (ochronnym lub ofensywnym). Lecz tutaj mała uwaga: nie da się raz wziętego przedmiotu odłożyć lub przekazać komuś innemu, więc pomyśl dobrze zanim go podniesiesz i który oddział ma to zrobić. Czas na ocenę. Sterowanie joypad’em przy kilku oddziałach jest wprost koszmarne – bez myszki ani rusz. Obraz pola bitwy zajmuje cały ekran, a nie tak jak na PC – tylko część. Trójwymiarowe pole bitwy można powiększać i obracać więc nie musisz się obawiać, że w trakcie bitwy, któryś z oddziałów, zawieruszy się. Grafika jest drobiazgowa i dokładna. Każdy oddział rozróżnisz na pierwszy rzut oka (fajnie wyglądają postacie, które „dostaną” z fireball’a od Twojego dowódcy lub czarodzieja). Dźwięk i muzyka jest ekstra. Syczące głosy Skavenów lub mowa krasnoludów to majstersztyk, a język orków brzmi tak, jak gulgotanie podczas ziewania (konia z rzędu temu, kto ich zrozumie). Warhammer obok takich hitów (w dziedzinie strategii) jak Command & Conquer, Warcraft 2, Ufo 1 i 2, jest grą, w którą każdy miłośnik strategii zagrać musi i basta. A teraz do konsol panowie i joy’e w dłoń.
EDDIE
Standardowy joypad SONY dołączany do każdego PlayStation był do tej pory jednym z najwygodniejszych kontrolerów dostępnych na rynku. Jego perfekcyjnie obrane kształty i system rozmieszczenia przycisków sprawiają, że bardzo szybko się do niego przyzwyczajamy i nie chcemy już grać na niczym innym. PlayStation jest jednak konsolą zaprojektowaną przede wszystkim z myślą o grach trójwymiarowych, w których dokładne sterowanie jest bardzo istotną sprawą, dlatego SONY postanowiło wprowadzić na rynek nową, ulepszoną wersję swego podstawowego joypad’a.

1. WSTĘP
Do tej pory na rynku istniały już trzy rodzaje analogowych kontrolerów do PlayStation. Pierwszym z nich był duży, analogowy joystick firmy SONY, który nie zdobył sobie jednak większej popularności, zapewne ze względu na swe rozmiary i stosunkowo małą ilość gier w pełni wykorzystujących jego walory (nadawał się on praktycznie jedynie do symulatorów lotu). Drugi rodzaj to kierownice, które także wykorzystywane mogą być jedynie przez jeden rodzaj gier – wyścigi samochodowe. No i w końcu bardzo ciekawy joypad analogowy „NeGcon” wyprodukowany przez NAMCO. Znakomicie nadawał się on do gier wyścigowych, jak i symulatorów, jego walory wykorzystywały także bijatyki NAMCO (TEKKEN 2 i SOUL BLADE). Brakowało nam jednak ciągle dobrego analogowego kontrolera do coraz bardziej popularnych ostatnio przygodówek i platformówek 3D i oto SONY ponownie stanęło na wysokości zadania wypuszczając swój kolejny produkt.
2. WYGLĄD
Kształtem nowy joypad bardzo przypomina swego doskonałego poprzednika. Analogowe manetki umieszczono po wewnętrznych stronach rączek, które dla wygody trzymania nieznacznie wydłużono. W ten sposób joypad idealnie dopasowuje się do kształtów dłoni, a kciuki same łagodnie opadają na manetki. O praktyczności tego rozwiązania możemy przekonać się szczególnie po kilku godzinach grania, kiedy nasze palce nie czują żadnego zmęczenia, nadgarstki nie bolą i nie cierpną nam dłonie. Osobiście miałem nikłą przyjemność grania na analogowym kontrolerze z NINTENDO 64, którego na początku nie potrafiłem nawet poprawnie chwycić (wygodniej mi się grało ze skrzyżowanymi rękoma, gdyż w żaden inny sposób nie potrafiłem zmusić swoich palców do dokładnego kierowania analogową manetką) i uważam, że rozwiązanie zastosowane w joypad’zie SONY jest o wiele, wiele lepsze.
3. TRYBY PRACY
Joypad posiada trzy rodzaje sterowania wybierane przyciskiem ANALOG, które możemy przełączać w dowolnej chwili. Umieszczona poniżej przycisku dioda informuje o włączonym trybie. Kiedy jest ona zgaszona, mamy do dyspozycji standardowy joypad, a analogowe manetki są wyłączone. Uaktywniają się one dopiero w dwóch pozostałych trybach. Dioda świecąca na kolor czerwony oznacza, że jesteśmy w trybie „joypad analogy”. Jest to podstawowy i chyba najciekawszy tryb sterowania, zaczyna wykorzystywać go już coraz więcej nowych gier wychodzących obecnie na rynek. W trzecim trybie pracy (zielony kolor diody) możemy grać w gry wykorzystujące opisywany wcześniej joystick analogowy SONY. Tryby pracy kontrolera możemy swobodnie przełączać podczas grania, gdyż większość gier sama wykrywa rodzaj podłączonego kontrolera i przechodzi w odpowiedni tryb, a jeśli któregoś z nich nie akceptuje, to pad po prostu zaczyna nie reagować na nasze ruchy.
4. OPROGRAMOWANIE
W tym miejscu nasuwa się pytanie o gry wykorzystujące możliwości nowego kontrolera, bo przecież nawet najlepszy osprzęt jest nam do niczego nie przydatny, jeśli brakuje oprogramowania, które z niego korzysta. Spokojnie, nie mamy się o co martwić, nowy joypad jako oficjalny produkt SONY będzie coraz częściej używany w powstających grach, o czym przekonałem się choćby na tegorocznych targach ECTS. A do tego czasu możemy uruchomić tryb „joystick analogowy” (sygnalizowany zieloną diodą) i odkryć na nowo starsze już tytuły wykorzystujące ten system, jak choćby DESCENT 2, MECHWARRIOR 2 czy RAGING SKIES. W ostatnim czasie pojawiły się także albo lada moment wejdą na rynek pierwsze gry obsługujące także główne tryb tego joypada (z zapaloną czerwoną diodą), pozwalające na zdecydowanie dokładniejsze i wygodniejsze sterowanie. Poniżej przedstawiam listę tych najciekawszych:
ACE COMBAT 2, BUSHIDO BLADE, COLONY WARS, CRASH BANDICOOT 2, CROC, GEX 2, GHOST IN THE SHELL, NIGHTMARE CREATURES, PORSCHE CHALLENGE, RALLY CROSS, RAPID RACER, TOBAL NO.2
Tych wszystkich, którym wydaje się, że kontrola analogowym joypad’em jest czymś zbędnym, bardzo serdecznie namawiam, aby kiedyś spróbowali pograć sobie troszeczkę w któryś z wyżej wymienionych tytułów na tymże padzie, a następnie „przesiąść” się z powrotem na stary joypad. Od razu odczujecie różnicę, bo niemożliwym jest uzyskanie różnych szybkości chodzenia w wymienionych wyżej platformówkach na standardowym kontrolerze czy tak precyzyjnie kierować naszym samochodem po straszliwych wertepach w RALLY CROSS, jak za pomocą nowego joypada analogowego SONY.
5. WIBRACJE
Na zakończenie, już bardziej jako ciekawostkę podam informacje, że opisywane joypady sprzedawane w Europie i USA różnią się jednym drobnym, aczkolwiek niezwykle interesującym szczegółem od swego poprzednika w Japonii. Otóż, ten sam model naszego joypada sprzedawanego masowo w Kranie Kwitnącej Wiśni posiada element wibrujący! Plotka ta na tyle nie dawała mi spokoju, że postanowiłem na własną rękę sprowadzić sobie za „grube pieniądze” japoński model tegoż joypada i okazało się, że… faktycznie, japoński odpowiednik posiada elementy wibrujące. Umieszczone są one w rączkach joypada (wagowo oba joypad’y są niemalże identyczne), które drżą znacząco w różnych sytuacjach gry. Choćby w PORSCHE CHALLENGE po zjechaniu z drogi, czy w TOBAL NO.2 lub BUSHIDO BLADE przy zadawanych ciosach. Ale największe wrażenie zrobiły na mnie wibracje w grze ACE COMBAT 2 firmy NAMCO. O ile kontrola analogową gałką to rozkosz dla gracza, którego samolot potrafi czynić cuda i cudownie reaguje na najmniejszy choćby ruch, na którą to mogą pozwolić już sobie wszyscy w Polsce, to eksplozja wstrząsów ogarniająca joypad, kiedy dostaniemy się w ogień pocisków przeciwnika jest wprost jak porażenie prądem powodujące natychmiastową reakcję ucieczki z linii ognia, toteż naprawdę szkoda, że SONY zrezygnowało z wibracji przy przenoszeniu tego joypada do USA i Europy. Jednak jak plotka niesie, podobno w Niemczech pojawiły się już w sprzedaży specjalne wibratorki do montowania w europejskich wersjach tegoż kontrolera, więc być może już niedługo wszyscy będziemy mieć możliwość rozkoszowania się impulsowymi wstrząsami w naszych dłoniach.
6. PODSUMOWANIE
Moim zdaniem opisywany joypad jest po prostu rewelacyjny, prawdopodobnie już niedługo wykorzystywany będzie standardowo we wszystkich trójwymiarowych grach platformowych i symulatorach, toteż powinien być wzięty pod uwagę jako jeden z pierwszych zakupów po nabyciu konsoli. Bardzo trwały i wygodny, w pełni kompatybilny z oryginalnym joypad’em i joystickiem analogowym SONY, wykorzystywany jest przez coraz więcej gier, przez co powinien stawać się coraz bardziej popularny. Być może już całkiem niedługo każdy będzie mógł wmontować sobie doń także japońskie wibratorki, dzięki czemu zabawa stanie się jeszcze pyszniejsza, a o to przecież w tym wszystkim chodzi.
Miłego giercowania życzy
NORBY
Tak, tak nadeszły już pierwsze listy od naszych czytelników, na które odpowiadamy na łamach PSX Extreme oraz listownie. Czekamy na dalsze listy, wszystkie przeczytamy i na wszystkie odpowiemy. Najciekawsze oczywiście opublikujemy… Czekamy na list właśnie od Ciebie!!!
Cześć, nazywam się Daniel […] PSX EXTREME bardzo mi się podoba, jest tani i fajny. Mam jednak kilka uwag – można by zwiększyć liczbę stron, dać więcej recenzji i więcej trików […] Nie wyjaśniliście o co chodzi w systemie ocen, czy gry ocenia się tylko do pięciu?
Daniel z Mysłowic
Ilość stron jest problemem każdej gazety, jednak będziemy starać się zwiększać objętość pisma, co widać już w tym numerze (więcej o cztery strony), a co do ilości recenzji i tipsów także zauważysz znaczną poprawę. System ocen był największym naszym problemem, ustaliliśmy jednak skalę pięciostopniową (oceny cząstkowe jak i ostateczne), która naszym zdaniem powinna się sprawdzić i dobrze funkcjonować.
Bardzo ucieszyła mnie wiadomość o pierwszej polskiej gazecie poświęconej w pełni Sony PlayStation […] Nie piszę na razie co mi się podoba a co nie, ponieważ jest to pierwszy numer i nic jeszcze nie jest zbyt klarowne.
Tylko proszę żadnej #@!% mangi, X-Files, Star Wars czy gier fabularnych […]
Tomek z Łodygowic
Cieszy nas Twoja wyrozumiałość, jak pewnie zauważyłeś zmienił się wygląd stron i kilka innych rzeczy. Nasze pismo poświęcone jest tylko i wyłącznie PSX’owi więc żadnych innych tematów nie zamierzamy i nie będziemy tutaj poruszać.
| 1. Tomb Raider | |
| 2. Soul Blade | |
| 3. V-Rally | |
| 4. Die Hard Trilogy | |
| 5. Warcraft II | |
| 6. Twisted Metal II | |
| 7. ISS Pro ’97 | |
| 8. Pandemonium | |
| 9. Resident Evil | |
| 10. Command & Conquer |

A więc stało się – ruszyła lista przebojów. Jak zaznaczaliśmy w poprzednim numerze powstaje ona tylko i wyłącznie w/g głosów nadesłanych przez czytelników. Głosować możecie poprzez napisanie trzech tytułów gier, które waszym zdaniem są wyjątkowe. Prosimy wypisać je zaczynając od najlepszej, ta dostanie 3 punkty, następna 2 i ostatnia 1 punkt. Kolejność na liście będzie oczywiście zależeć od ilości punktów jakie dana gra otrzyma. Wśród uczestników rozlosujemy nagrody – niespodzianki.
Jak zauważyliście, w tym notowaniu przoduje Tomb Raider, zaraz za nim uplasowała się znakomita bijatyka SOUL BLADE. Na trzecim miejscu znalazły się najnowsze wyścigi samochodowe V-RALLY. Chwilowo żadna gra zdecydowanie nie wyprzedziła pozostałych i wszystko jest jeszcze otwarte… nie zwlekaj więc i zagłosuj na swoje trzy super-hiper gry, w które zagrywasz się całymi dniami.
SKALA OCEN
Poniżej przedstawiamy znaczenie piktogramów użytych do ostatecznej oceny gier.
Uwaga:
Ocena końcowa nie musi być wypadkową ocen cząstkowych






































































































Kiedyś to były hostessy… Ta w skórze, mrrr.
Kurła, obawiam się że nie skończę tego nigdy. Chciałbym te pierwsze 4 numery z 1997 tak przerobić… czy w ogóle np psx fana czy inne moje pisma. Ale to nie starczy życia. Może na emeryturze?
Szmatławca 97′ jak najbardziej, ale Psx Fana? Tych co kopiowali od innych? Nieee, tyle to nie Panie. Ale jak uważasz, w końcu to Ty poświęcasz cenny wolny czas. Czekam na kolejny numerek Peesiksa, jak to mieliśmy w zwyczaju nazywać to pisemko z kolegami z gimnazjum.
Psx fan miał tylko opisy i to by może było dziś cenne. W sensie robiąc wcześniej te opisy z Extrima (resident czy tomb raider) myślałem że przyda się to wielu retromaniakom co nadrabiają te tytuły dziś na jakichś anbernickach. Fajnie się czytało te opisy, nawet nie mając tych gier. Ale i tak chyba najlepsze opisy miał PlayStation plus. Screen po screenie i opisane z pomysłem (np w pierwszej osobie).
jeszcze 3 ostatnie działy: test, listy, lista przebojów i numer ukończony… po czym robięprzerwę z extrimami. chętnie bym jakiś tekst w końcu napisał, o tym jak prowadziłem sklep z grami, albo może czy dalej jestem graczem w 2026… :/
Czekam na teksty.
Tak teraz patrzę to w numerze konkurs Croca, z tylu na okładce Gobbos, a w przeglądzie platformówek zabrakło Croca.